Wszyscy w zamku o tym szeptali, każdy kuchcik i praczka, więc wieść o smoczym jaju dotarła szybko również do grupy, która była najciekawsza tego niezwykłego, egzotycznego okazu. Trzy siostry siedziały w komnacie jednej z nich i rozprawiały o podarunku od tajemniczego maga.
- Podobno to najprawdziwsze smocze jajo! Tonir powiedział, że w życiu nic takiego nie widział. - rzekła Yassin wpatrując się w siostry.
- Jesteś pewna, że nie był pijany? Wiesz nasz brat kilka dni temu na wieść o przyśpieszonym ślubie z jedną z księżniczek Taquarr spożytkował zbyt wiele wina i widział po nim wróżki. Nie wierzyłabym mu na słowo Yassin.
– Skoro jesteś takim niedowiarkiem Lotris to może pójdziemy i zobaczymy? W sali narad nie powinno być w tej chwili nikogo. Swoją drogą nie dziwię się bratu, ja na jego miejscu pewnie wypiłabym truciznę, podobno jego narzeczona swą urodą odstrasza nawet szarańczę. – rzekła pewnie siebie Saenari, uśmiechając się przy tym jadowicie.
- Dobrze wiesz, że ojciec zabronił tam wchodzić. Dostęp do jaja mają tylko mędrcy i władca. To jajo może być przyszłością w naszej walce ze smokami. - głos Lotris był wzburzony, a ona sama zarumieniła się, co było widać doskonale na jej jasnej skórze i dodatkowo tylko podkreśliło drobne piegi.
– Przecież go nie stłuczemy, wedle legend jajo smoka strasznie ciężko zbić. Strażnicy nas wpuszczą. Wystarczy, że odpowiednio zatrzepoczecie rzęsami. Jeśli to nie podziała to wtedy Lotris możesz wygłosić im kazanie, założę się, że będą po nim spać jak dzieci. - starsza siostra rzuciła w nią poduszką i znów wróciły do typowego babskiego gdybania o narzeczonej brata i rychłym ślubie.
Trzy księżniczki szły zdobnym korytarzem prowadzącym do sali narad, nie wiedziały, że ten wyskok odmieni życie jednej z nich tak bardzo. Żadna z nich nie widziała nigdy smoka na oczy, ich najstarszy brat Cedric widział je już kilka razy, podobno zabił nawet jednego, ale Nari przepuszczała takie historyjki między palcami, nie dlatego, że legendy i odwaga rycerzy jej nie odpowiadały. Wynikało to raczej z faktu, że następca tronu był krwi mieszanej i dość często służba pałacowa składająca się w większości z ludzi szeptała o tym, że elfy są bardziej pyszne niż szczere.
Było tak jak się spodziewała, przed drzwiami sali stało dwóch, w pełni uzbrojonych strażników. Stanęły w bezpiecznej odległości i wysyłały im niewinne uśmieszki, posłały najmłodszą, która była równie urodziwa i urocza. Niestety nawet jej umizgi nie przyniosły oczekiwanego skutku, kolejna w kolejce była więc najstarsza z trójki. Wygłaszała wspaniałe słowa i hasła, jednak nie podziałały one na rycerzy. W tym czasie jednak Saenari i jej młodsza siostra opracowały śmiały plan, obie bowiem chciały zobaczyć tą osławioną zdobycz. W chwili, gdy zrezygnowana Lotris wróciła do sióstr, odeszły uśmiechając się do mężczyzn. Kiedy przechodziły obok jednego ze zdobnych wazonów Rubinowa księżniczka pchnęła go i naczynie zbiło się w głośnym hukiem, młodsza jak na znak zaczęła krzyczeć i wzywać pomocy. Czarnowłosa siostra przez chwilę była mocno zdezorientowana, ale po chwili tego spektaklu zrozumiała co postanowiły zrobić dziewczęta. Nie trzeba było długo czekać na reakcję straży, pojawili się tuż obok po chwili, co niesamowicie zaskoczyło Nari, ich zbroje wydawały się niesamowicie ciężkie, a mimo to zareagowali niezwykle szybko. Przez chwilę stali nad rozhisteryzowaną panną, nie wiedząc co się dzieje, ale kiedy ta przestała płakać był to znak. Księżniczki ruszyły przed siebie, nawet Yassin wyminęła zgrabnie rycerzy i wdała się w pościg za siostrami.
Kiedy dopadły do drzwi te ustąpiły z oporem, strażnicy dobiegli po chwili, próbując powstrzymać dziewczęta, lecz te stały już nieopodal wielkiego piedestału na którym ułożone były poduszki, a na nich smocze jajo, wysokie brzegi uniemożliwiały sturlanie się tego cennego artefaktu.
- Drogie panie, proszę wyjdźcie, jeśli tego nie uczynicie będziemy zmuszeni wyprowadzić was siłą. - rzekł blond włosy stróż. Siostry Nari zatrzymały się i spojrzały na nich, jednak ona szła przed siebie, coś zaczęło szeptać jej w głowie.
Dotknij...dotknij go...
Całą jej głowę zaprzątnęły myśli o tym, że musi to zrobić, chciała poznać strukturę i ciężar jaja, musiała to zrobić. Szła przed siebie jak zaczarowana, słyszała głosy sióstr i dwóch mężczyzn, ale to nie miało dla niej znaczenia, kiedy położyła dłoń na jajku, wydawało się, że zaświeciło blaskiem nieznanego pochodzenia, a w środku widać było zarys małego smoka. Trwało to może chwilę, może trochę dłużej jednak każdy w tej sali wiedział, że stało się coś niewiarygodnego. Sama księżniczka była zszokowana tym faktem i nawet nie zorientowała się, że w sali jest więcej osób. Jej bracia, gwardziści, uczeni i sam ojciec. Ona siedziała skulona pod piedestałem w jajem na kolanach, czując się zupełnie wyrwana z rzeczywistości.
* * * * * * * * * *
Od całej tej sytuacji minęło kilka dni, wszyscy w zamku mówili tylko o tym, co wydarzyło się tamtego feralnego dnia. Saenari nie miała chwili wytchnienia, badał ją chyba tuzin najlepszych lekarzy, wieszcze przepowiadali jej przyszłość z gwiazd, aż w końcu któryś z nich opowiedział historię o jeźdźcach. Większość potwierdziła tą historię, nawet sama księżniczka nie mogła uwierzyć, że jest ona prawdziwa, że jest ona tym mitycznym stworzeniem. Nie chciała tego, żałowała swej ciekawości, oddała by wiele, by cofnąć czas i nie musieć wysłuchiwać tych wszystkich ludzi zebranych obecnie w sali tronowej. Siedziała obok ojca, po drugiej stronie siedziała jej matka, która wyglądała na strapioną i nawet nie patrzyła na swą latorośl.
- Rubinowa księżniczka jest jeźdźcem panie! Nikt temu nie zaprzeczy, wedle relacji obecnych tam strażników, który są w pełni sił i rozumu jajo rozświetliło się niczym nocna pochodnia. To samo powie Szafirowa i Perłowa księżniczka. Jeśli więc nie wierzysz straży, chyba nie odmówisz rozumu własnym córkom panie. - pewny siebie mężczyzna przemawiał przed obliczem króla, nie robił sobie nic z tego, że władca miał marsową minę i niechętnie przyjmował do świadomości fakt, że jego pociecha ma coś wspólnego ze smokami i nie jest to ścięta głowa bestii.
- Cóż nam da uczynienie z kobiety jeźdźca? To tylko dziewczyna, kobieta, taka jak inne. Nie uniesie miecza, nie wyceluje z kuszy. Nic jej po boju. - odparł król.
- Nie uniesie miecza, nie wyceluje wprawnie z kuszy, ale urodziła się pod gwiazdą wojownika panie. Przed jej narodzinami przepowiadano jej wielkie rzeczy mój panie. - odezwał się cichy jak dotąd stary astronom. - Może jednak przepowiednie były słuszne, tylko nie określiły dokładnie płci i jakiego rodzaju wojownikiem zostanie. Może jej zadaniem będzie wprowadzić smoka w szeregi twej armii, może oswoi go na tyle, by któryś z twoich synów dosiadał go w walce. Przemyśl to panie. - mężczyzna skończył wywód i skłonił się delikatnie przed tronem. Władca purpurowy na twarzy nadal nie chciał przyjąć do siebie faktu kim jest jego córka. Gdyby chodziło o syna zapewne już szykowałby naradę jak wykorzystać smocze pisklę, jednak po słowach nadwornego astronoma nie zostało mu zbyt wiele argumentów. Wszyscy liczyli na smoka w armii, był niczym zastrzyk z tysiąca sprawnych, silnych i wprawionych w boju wojowników. Dla zdziesiątkowanej przez ciągłe wojny armii był wręcz wybawieniem. Władca spojrzał tylko na żonę, która nie odezwała się ani słowem przez całe zebranie, patrząc w przestrzeń przed sobą kiwnęła jeden raz głową co król zrozumiał od razu.
- Niech wam będzie. Pytaniem teraz jest jak wykluć smoka? - po tym pytaniu rozgorzała wielka dyskusja. Królowa postanowiła opuścić zgromadzenie i zabrać ze sobą córkę. Nim wstała dotarły do niej słowa ojca i jego spokojny, lecz smutny wzrok.
- Zgotowałaś sobie trudny los moje dziecko. Bardzo trudny los. - powiedział cicho, po czym opuściła salę.
Tego samego dnia ojciec wezwał ją do siebie, siedział na tronie z głową opartą na pięści, korona spoczywała na kolanie. W tej chwili bardziej przypominał zmęczonego starca niż potężnego króla, spojrzał na nią stalowymi oczami, podrożonymi od zmęczenia. Zmarszczki na jego twarzy wydawały się jeszcze głębsze niż zazwyczaj. Westchnął nim zaczął do niej mówić, jakby zbierał się w sobie.
- Moje dziecko. Wyruszysz w podróż do Krain Ognistych. Tam w ogniu wulkanu ma wykluć się smok. Będzie to podróż niebezpieczna, dlatego wyślę z tobą straże, ale wedle naszych mędrców tylko ty możesz to zrobić. - kiedy usłyszała ojca zbladła, podbiegła do niego i uklęknęła przed jego kolanami. Szloch wstrząsnął jej ciałem, nie chciała opuszczać pałacu, nie chciała podróżować tak daleko.
– Ojcze błagam nie. Przepraszam, ja nie chcę, poślij tam kogoś innego tylko nie mnie ! Błagam! – prosiła ojca zanosząc się płaczem. Lecz ten był niewzruszony, położył swoją wielką dłoń na jej głowie.
- Zbyt wiele razy odpuszczałem wam winy. Teraz przyszło za to zapłacić. - mruknął i siedzieli tak jeszcze przez chwilę. Władca pozostał niewzruszony na szlochy pociechy i takim oto sposobem Rubinowa księżniczka musiała udać się w podróż w nieznane.
