Dragon's Legend

Jajo zadrżało przed człowiekiem i przemówiło. W czasach, w których Smoczy Jeźdźcy to tylko mit.
piątek, 27 kwietnia 2018
10.

         Lekko zmrużyłem oczy, ale tym razem nie dałem po sobie poznać zniecierpliwienia; może było mi łatwiej, bo nie poczułem go tak mocno. Teraz mogłem się czegoś dowiedzieć i mogłem nakierować ludzką księżniczkę na co tylko mi się podobało, a Yöel nie mógł mi w tym przeszkodzić, wtrącając się w naszą rozmowę po raz kolejny. Ważyłem słowa i słuchałem uważnie, ale nie zamierzałem się powstrzymywać. Trochę prawdy i trochę kłamstwa – umiałem ważyć te dwie rzeczy w ten sposób, żeby Rubinowa księżniczka nie zorientowała się w moich zamiarach. Niewielkim było to osiągnięciem, skoro chodziła po tym świecie niespełna dziesięć razy krócej niż ja, dlatego też nie zamierzałem się tym chwalić ani czuć dumy, jeśli mi się powiedzie.
        — Przecież jesteś wojownikiem, pani — odpowiedziałem, jak coś najbardziej oczywistego na ziemi, szerzej przy tym otwierając oczy i lekko unosząc brwi w delikatnym geście głębokiego zdumienia. — Twój ojciec, możesz mi wierzyć, wie co najlepsze dla jego potomstwa. Zostawił cię w moich rękach, pani. Proszę zaufać, że nic lepszego nie mogło księżniczki spotkać.
        Ledwo powstrzymałem bezczelny, szeroki uśmiech, zachowałem uprzejme zdziwienie i spokój na twarzy. Kłamstwo przychodziło z taką łatwością! Jak prosto było mówić w gładkich słowach o jej bezpieczeństwie, kiedy tylko ja i Yöel wiedzieliśmy, co czeka ją naprawdę z mojej strony. Jak przyjemnie było patrzeć na jej unoszenie się dumą i pychę, kiedy nie wiedziała, że rozmawia ze swoim przyszłym zabójcą. Z osobą, która miała ją chronić. Czy mi zaufa? Nie wiedziałem, ale liczyłem na to; odebranie jej życia i czegoś nawet cenniejszego niż życie, czyli więzi ze smokiem, nie mogłoby być bardziej satysfakcjonujące niż wtedy, kiedy by mi uwierzyła. Zabranie ostatniego tchu, kiedy ufa, że to ja ją ochronię. Przed całym niebezpieczeństwem tego świata, tylko nie przed sobą samym.
        Te przemyślenia przerwała odpowiedź kobiety siedzącej naprzeciwko. Choć cały czas miałem na nią skierowany wzrok, teraz dopiero ją zobaczyłem, jakbym zawiesił się na kilka sekund w innej rzeczywistości. Chrząknąłem cicho, słysząc jej kontrowersyjne słowa. Ale nawet one nie potrafiły teraz wzbudzić mojego gniewu, nie tak, jak precyzyjnie wzbudzał go pewien jasnowłosy elf. Ale w końcu Yöel miał tysiącletnią praktykę. Poza tym, czy spodziewałam się czegoś lepszego po ludzkim szczenięciu? Karmią się lepszymi kłamstwami, niż ja potrafię wymyślić; dziewczyna więc powinna łatwo połknąć wszystko, co jej powiem. W końcu byłem tu jako autorytet, nieprawdaż?
        Pozwoliłem, by na moment po jej słowach zapadła między nami cisza.
        — Uraczę — odpowiedziałem wreszcie powoli, obdarzając ją powłóczystym spojrzeniem, w którym kryła się tajemnica i mrok. — Ale nie damę. To nie są historie, których, jak już księżniczka wspominała, damy powinny słuchać. Damy siedzą w swoich zamkach, niezdolne do jakiegokolwiek wyboru, bo nawet męża to im wybierają, a jedyną decyzją to ta dotycząca imienia kolejnego potomka, które muszą powić. Jeśli księżniczka należy do tego... gatunku, przykro mi, ale niestety nie mogę pomóc. Ani zabawić rozmową na tak poważne tematy. Zawsze jednak możemy poplotkować o najnowszej modzie, ogólnokrajowych festynach w stolicy i przystojnych mężczyznach, którzy się na nich pojawiają — zakończyłem z tym bezczelnym półuśmiechem, jawnie się wyśmiewając ze wszystkiego, co w moim pojęciu prezentowało miano „dama”.
        Może ryzykowałem w tym momencie, że księżniczka się zdenerwuje i wyjdzie, zanim zdążę jej cokolwiek powiedzieć. Ale mimo wszystko, wierzyłem w legendy. Wierzyłem w tradycje i wiedzę, którą przekazywali wiedzący naszej rasy, a którą tak łatwo odrzuciło ludzkie społeczeństwo. Dla mnie Jeźdźcy też byli tylko odległym mitem zamierzchłych czasów, których nie mogłem pamiętać z racji swojego wieku. A ponieważ wierzyłem, wiedziałem, że księżniczka Saenari nie mogła być tylko nudną damą przeznaczoną do rodzenia dzieci, choć może sama jeszcze tego nie rozumiała i sama nie odnalazła tej części siebie – smoki NIGDY się nie myliły, kiedy przychodziło do wyboru ich jeźdźca, kandydatów do tej pięknej, nierozrywanej więzi po smoczych narodzinach. Dlatego rubinowa księżniczka w końcu zrozumie, kim jest i po co się urodziła. Miło by było, gdyby zdążyła to zrobić przed śmiercią, ale kto ją tam wie.
        Utrzymywałem spojrzenie na dziewczynie, czekając w niemym napięciu na jej ruch. Po chwili przeniosłem wzrok na gwardzistę stojącego w drzwiach i skinąłem lekko głową. Kiedy się zbliżył, powiedziałem spokojnie:
        — Wino i dwie szklanki. Pani, napijesz się ze mną? Nic nie równa się dobremu elfiemu wyrobowi winnemu, w tym również może mi pani zaufać. Poza tym wino jest doskonałym dodatkiem do dobrej historii — dodałem niemal niewinnie, unosząc sugestywnie jedną brew.
        Elf podał dwa toporne, wojskowe kubki, ustawił je na polowym stole stojącym obok nas w namiocie, postawił również butelkę i napełnił oba naczynia do połowy.
------------------------------------------------------------------------------------