Nagłe zainteresowanie elfa podłechtało przebrzmiałe ego księżniczki, wszak ktoś z rasy, która nie zwraca uwagi na innych chciał z nią porozmawiać. Z początku dowódca wydawał się jej nadętym bucem, ale może zwyczajnie pomyliła się w swych osądach. Młoda kobieta nie widziała w zachowaniu elfa żadnego podstępu, jej duma i zadufanie pozwalały jej wierzyć, że szpiczasto uchy uznał ją za partnera godnego do rozmowy. Kiedy usłyszała jego słowa o tym, że jest wojownikiem była w lekkim szoku, a następnie przyłożyła dłoń do ust i zaśmiała się lekko i teatralnie jak uczono ją za młodu. Kobieta nie powinna zanosić się histerycznym śmiechem, musiała panować nad sobą w każdej sytuacji. Rozbawił ją tym stwierdzeniem, ona wojownikiem? Ona miała być ozdobą swego męża, rubinem w jego koronie, klejnotem koronnym na balach. Nikt nie uczył jej jak mieczem i tarczą zdobywać świat. Wzdrygnęła się na samą myśl, ona trzymać w swych delikatnych dłoniach metal siejący śmierć? Dosiadać gadziny, która swych oddechem rozpościera jedynie chaos i zniszczenie? Przez chwile zatopiła się w tym wyobrażeniu i słyszała ryk bestii w uszach, krzyki przerażenia wrogów i szczerze w jakiś sposób poczuła, że przyciąga ją ta wizja.
Jesteśmy jednością.
To jedno zdanie rozbrzmiało w jej głowie niczym mantra, odwróciła wzrok nie mając pojęcia skąd ono pochodzi. Miała wrażenie, że to jej głos i jednocześnie jakby nie należący do niej warkot. Kiedy tylko dźwięk ten ucichł spojrzała na elfa, który chyba nie dostrzegł zaskoczenia księżniczki co utwierdziło ją w przekonaniu, że ta myśl trwała zaledwie sekundę. Był to ułamek chwili, mrocznych myśli, które władały jej umysłem od czasu kiedy tylko dotknęła tej przeklętej skorupy gadziego jaja.
– Mój ojciec w pierwszej kolejności zmuszony jest o myśleniu o ogóle, nie jednostkach. Nawet jeśli ta jednostka jest jego córką panie. – rzekła grzecznie nie bardzo wierząc, że to była najlepsza decyzja. Nie w jej gestii leżały polityczne decyzje, strategia i planowanie, ale nie widziała powodu, by to elfy towarzyszyły jej w podróży. Zamiast nich wolałaby otoczyli ją zaufani ludzie ojca. Rasa wyższa z jaką przyszło jej podróżować była zadufana w sobie i egoistyczna, fakt schlebiało jej że któryś z nich zwrócił na nią uwagę i zaznał wreszcie olśnienia, że jest księżniczką i należy szanować ją, ale kiedy tylko usłyszała słowa dowódcy jej mina przybrała niezadowolony wyraz. Przełknęła ślinę i uśmiechnęła się, Podły, głupi elf...niech ojciec się dowie jak się do niej odnosi, a każe go wychłostać na pałacowym placu w ramach przykładu.
– Zaskakujące panie, że potraficie plotkować o urodzie młodzieńców. Zwykle ludzie z takimi preferencjami kryją to. Czy u elfów jest inaczej? – zagadnęła siląc się na nieco groteskowy i niewinny ton udając przy tym głupią i niewinną istotkę. To zadanie wychodziło jej idealnie, tyle lat wpajano jej, że ma uchodzić za ładną, a nie mądrzejszą od mężczyzn, że mocno weszło jej to w krew.
– Płytkim okiem oceniasz niewiasty panie, zaiste wiemy czym jest krew i walka. Nasi bracia, ojcowie i narzeczeni, których nasi rodzice wybierają nam najlepiej jak potrafią nie szczędzą nam krwawych opisów i bohaterskich opowieści. Sądzę, że mój małostkowy umysł, potrafi przyswoić nieco więcej niż fakt wyboru imienia dla potomka. – wtórowała jeszcze. Nie mogła okazać swej wściekłości, nie mogła wyjść z krzykiem, choć gniew narastał w niej wręcz nienaturalnie. Czuła jakby ktoś szeptał jej z tyłu umysłu powody dla których wręcz powinna wybuchnąć furią. Obserwowała jak strażnik wlewa im wina, dwa metalowe kubki, tak różne od pięknych czarek z których przyszło jej pić. Czy były one zapowiedzeniem jej nowego życia? Czy tylko przykrym rozdziałem o którym będzie opowiadać dziatkom, które powije zapewne w niedalekiej przyszłości.
– Wolałabym więc zaznajomić się z opowieściami, w końcu jak to określasz panie...jeździec powinnam mieć wiedzę, choćby podstawową. – powiedziała i nie czekając na jego pozwolenie podeszła do stołu i zerknęła na zawartość naczyń. Elfie wina tak słynne chyba we wszystkich królestwach kusiły już swoją nazwą. Zasiadła przy masywnym stole i splotła elegancko dłonie nie spuszczając wzroku z mężczyzny. Nie umiała go odczytać, zrozumieć i rozgryźć. Było w nim tyle sprzeczności i tajemnicy, ale młodziutki umysł ogarnięty pychą i dumą nie potrafił dostrzec mroku kryjącego się w złocistych oczach. Zamiast tego opanowało ją typowo ludzkie złudne uczucie bycia sprytniejszym niż inni. Nie umiała uzmysłowić sobie, że elf, zapewne dużo starszy niż jej ojciec będzie planował coś złego, że może mieć jakieś niecne plany, ani tym bardziej nie potrafiła wyobrazić sobie, że w ona Rubinowa księżniczka może dać się omotać. Przecież chodziło mu wyłącznie o dobre ugoszczenie królewskiej córy. Zaczęła się zastanawiać, czy nie będzie chciał, by szepnęła ojcu dyskretnie dobre słowo o elfim dowódcy, by ten miał ułatwione kontakty na dworze.
