Dragon's Legend

Jajo zadrżało przed człowiekiem i przemówiło. W czasach, w których Smoczy Jeźdźcy to tylko mit.
piątek, 27 kwietnia 2018
12.

         Patrzyłem na stół i dwa blaszane kubki błyszczące metalicznie w świetle świec, ale kątem oka cały czas czujnie przyglądałem się swojemu gościowi. Czujność i obserwacja weszły mi w krew i w nawyk tak głęboko, że chyba już nie umiałem się tego pozbyć; były ze mną wszędzie, nawet w sytuacji tak pozornie mało niebezpiecznej jak kolacja z ludzką księżniczką. W końcu nawet gdyby planowała coś głupiego – jak zaatakowanie mnie i ucieczka z eskorty – nie dałaby rady mnie powalić. A z pewnością również nawet drasnąć. Nie tylko dlatego, że była kobietą, w końcu nie byłem jednym z tych, którzy dzielą ze względu na płeć. Po prostu... była człowiekiem. Nie miała ze mną szans.
        A mimo to wciąż zachowywałem ostrożność. Kiedy wspomniała o preferencjach, nie powstrzymałem nikłego grymasu mającego wyrażać moją pogardę. Znów przeniosłem na nią całą swoją uwagę, wbijając spojrzenie w jej oczy – była tak niewinna i nieświadoma, tak głupiutka w swoim zachowaniu... Do głowy nie dostałoby się przez grubą warstwę pychy, że ktoś taki jak ona również może coś udawać i coś przede mną ukrywać, wobec czego prychnąłem cicho pod nosem.
        — Jeśli właśnie to jest teraz dla ciebie interesującą kwestią, pani, to jestem zobowiązany wyjaśnić, że owszem, jest inaczej. Bywałem zarówno z kobietami, jak i z mężczyznami — odpowiedziałem wręcz z obojętnością, głosem chłodnym i opanowanym. — Nie ma jednego kanonu piękna — dodałem, nie oczekując, że ludzkie szczenię kiedykolwiek to zrozumie.
        To co powiedziałem było prawdą i nie wiem, czy liczyłem na zakłopotanie księżniczki, czy jakąś inną reakcję spowodowaną tym nieoczekiwanym z mojej strony wyznaniem. Sama zaczęła temat seksu i upodobań seksualnych, w którym czułem się swobodnie – my, elfy nie mieliśmy takich problemów z tą kwestią, jakie posiadali ludzie, czyniąc z naturalnego procesu cielesnego przedmiot największego tabu. Dla nas istotna była przyjemność i piękno; granice się zacierały, nic nie było doprecyzowane tak szczegółowo, jak w tradycji ludzkiej rasy. Nie mogłem powiedzieć, żebym był szczególnie dumny z tego, co robiłem jako elfi nastolatek – którym wciąż byłem z punkt widzenia niektórych elfów w starszyźnie – ale też się tego nie wstydziłem. Ten okres był już za mną; popędliwość cielesna nie brała góry nad moim rozsądkiem, choć wciąż lubiłem jej od czasu zaznać. Ale tylko w kontrolowanych sytuacjach, wtedy, kiedy mogłem pozwolić sobie na relaks, oddanie się przyjemności i otumanienie winem oraz innymi środkami, które były popularne wśród elfów na wielkich Świętach.
        Powstrzymałem kolejne prychnięcie, tym razem spowodowane wykorzystaniem przez księżniczkę Saenari moich własnych słów. Nie lubiłem, kiedy ktoś tak się bawił moim kosztem, ale to jeszcze nie był odpowiedni czas, aby dziewczyna przekonała się o tym na własnej skórze. Wobec tego siedziałem bez ruchu i patrzyłem, jak podchodzi do stołu, jak siada bez lęku niemal plecami do mnie, tracąc zainteresowanie moją osobą. Och, księżniczka nie mogła jaśniej wyrazić swojego niewykształcenia i ignorancji. Mógłbym ją mieć już teraz, tutaj, w tej chwili, martwe ciało w ramionach i jej smocze jajo, cenniejsze niż cokolwiek na ziemi.
        Powstrzymałem się jednak. Po pierwsze, znów się na mnie skupiła. Po drugie, to jeszcze nie był odpowiedni czas. Zamiast tego podniosłem się i również przeszedłem do stołu, krokiem tak bardzo podobnym do wojownika, choć płynnym i zwinnym, mało podobnym do innych elfów. To też już słyszałem; upodabniasz się do ludzi, coraz bardziej chłoniesz ich nawyki, granice ci się już zacierają, a to bardzo niebezpieczne. Zwykłe pieprzenie.
        — Jako jeździec — powtórzyłem, stając nieco za nią przy stole — powinnaś je poznać, owszem. Przestań więc być na moment księżniczką i ułożoną damą, tylko na czas trwania tej konwersacji udajmy, że nie jesteś wyłącznie niewiastą. W celach czysto eksperymentalnych, ma się rozumieć.
        Nie powstrzymałem małego, bezczelnego uśmieszku. Obszedłem jej krzesło i stół, po czym siadłem na krześle po drugiej stronie stołu, tak, że teraz siedzieliśmy ze sobą oko w oko. Zanim zacząłem mówić, zwilżyłem gardło winem, które rozlało się przyjemnym pieczeniem i wspaniałym aromatem na języku, a później ociepliło żołądek.
        — Są najstarszą rasą na ziemi — zacząłem, usadawiając się wygodniej na twardym krześle, w dłoni trzymając kubek mający służyć za kielich, a spojrzenie utkwiłem gdzieś w dali ponad prawym ramieniem mojej rozmówczyni. Ten kawałek opowieści postanowiłem pozostawić bez zmian i bez zatajania przed człowiekiem. Nie będzie żyła na tyle długo, żeby mogło mi to zaszkodzić. — Smoki. U zarania dziejów, przed Stworzeniem nie były to te same istoty, które znamy obecnie. Władały nie tylko potężnym, masywnym ciałem, były wyposażone nie tylko w skrzydła i ziały nie tylko smoczym ogniem z pysków. Miały o wiele więcej; magię. Magia ta była pierwotna i potężna, skumulowana w tych pięciu boskich istotach, które zapoczątkowały nasze życie – to nazywamy w historii właśnie Stworzeniem. Jeśli chciałabyś wyobrazić sobie jej ogrom, postaraj się zebrać całą magię, którą mamy teraz na świecie i wiedz, że to nie jest nawet trzecia część tego, co nosiły w sobie Istoty Stworzenia, dla uproszczenia Smoki. Choć dla nas to wydarzenie jest teraz tylko odległym punktem na linii dziejów, był to prawdopodobnie mozolny proces, który potrzebował setek lat na ewolucję i wciąż w nas zachodzi, zbyt wolno abyśmy mogli go zaobserwować. — Powstrzymałem się od dodania, że zbyt wolno dla człowieka, który żyje na tej ziemi o setki lat krócej niż my, elfy. — Tak więc my wszyscy, całe istnienie na ziemi pochodzi od tych pięciu Smoków, ponieważ każdy jeden miał swoją szlachetną rasę, której zapoczątkował istnienie. Naelrioss, Qiesung, Fradroilth i Xorveros. Kolejno woda, powietrze, ziemia i ogień. Lecz było i piąte bóstwo smocze o imieniu pięknym i melodyjnym Ymrelin. Ukochało ono cztery stworzone rasy i postanowiło podarować im coś, czego brakowało w świecie tak pięknym i idealnym. Podarowało im cud nazywany magią. Bóstwo nie przewidziało jednego, z jej bezgranicznej miłości i źródła zrodziły się wróżki. Istoty najpotężniejsze w magicznej sztuce, spośród pięciu ras.
        Zrobiłem pauzę. Nie czułem suchości w gardle, choć dużo mówiłem, z zamglonymi lekko oczyma niemal recytując historię, którą doskonale znałem. Ogarnęło mnie dziwne zmęczenie. Czy ten ludzki pomiot nie znał naszej wspólnej historii? Wiedziałem, że wielu z nich nie obchodzą początki świata, o ile mają co włożyć do gara, gdzie spać i pod ręką osobę do zadowolenia swoich cielesnych żądz. Więcej nie było im trzeba – w większości. Ale teraz siedziała przede mną księżniczka. Znów wróciłem na nią czujnym spojrzeniem, przedłużając chwilę ciszy.
        — Czy nie nudzi się księżniczka? — zapytałem sucho, nie przyjmując do świadomości, że rzeczywiście moja opowieść mogłaby ją znudzić.
------------------------------------------------------------------------------------