13.

Nieczęsto działo się, że bezczelna rozpuszczona pannica została wpędzana we własna sidła. Zwykle czuła się zbyt pewnie siebie i nie bała się pyskować osobom, których stan był niższy niż jej własny. Teraz jednak odpowiedź elfa nieco ją zafrasowała. W świecie ludzi nie mówiło się otwarcie o związkach tej samej płci, stanowiły one smakowite ploteczki w czasie bali. Usta ukrywane za rękawiczkami, czy kielichami cicho szeptały o mężczyznach, którzy gardzili względami swych żon i spędzali noce z giermkami lub chłopcami stajennymi. Tym czasem elf tak luźno i bez cienia wstydu wypowiadał się w tym temacie. Zupełnie jakby mówił o najlepszych winach. Jedynym objawem jej zawstydzenia były lekko zaróżowione policzki., nic więcej nie odznaczało się na twarzy. Od najmłodszych lat była wręcz tresowana, by nie okazywać publicznie niewłaściwych emocji i odczuć. Teraz kiedy cała ta afera z jajem nieco się ustabilizowała mogła wrócić do swych marnych, ludzkich przekonań do nauk, które pobierała właściwie od kiedy zaczęła mówić.
Nauki te jednak nie dawały jej przewagi nad elfim dowódcą, wręcz przeciwnie. Zabiły w niej większość naturalnych odruchów i reakcji. Miała trzymać się manier, zasad, postępować jak prawdziwa dama. Nie słuchać podszeptów serca, intuicji szepczącej jej lekko do ucha, że zamiast siedzieć przy stoliku przed naczyniem z winem powinna być bliżej jaja. Diabelski pomiot coraz bardziej zajmował jej myśli, dręczył ją w snach i na jawie przyciągając ją niczym korona i klejnoty przyciągają chytrych ludzi. Niedługo zacznie pewnie mieć omamy, skoro już słyszy jakiś dziwny głos w umyśle, zapewne gdy tylko pozbędzie się tego małego potworka ukrytego w skorupie. Nie ważne co się stanie nie ma nawet mowy, by zajmowała się gadzim pomiotem, piastunka dla smoka. Jeszcze czego! Może od razu będą dawać jej każde jajo, jakie tylko nawinie się w ręce ludzi i będą przywozić je do królestwa Nar, by sprawdzić czy Rubinowa księżniczka oswoi kolejną bestię. Będzie zapewne wyklęta, zapewne przez to jej narzeczony będzie patrzył na nią krzywo. Jej cudowny i wspaniałomyślny narzeczony. Drugi książę Tistr, mający zadatki i ambicję na przyszłego władcę. Była dumna, że przeznaczono ją właśnie jemu, a teraz to wszystko miało stanąć pod znakiem zapytania bo jakaś bestia jest ważniejsza od jej dobrego imienia. Siedziała tak lekko naburmuszona do chwili, aż elf nie postanowił jej uraczyć opowieściami o wcześniej wspomnianych jeźdźcach. Słysząc jego pierwsze słowa zastanowiła się chwilę czy próbuje ją znieważyć, czy może zwyczajnie sobie żartuje. Elfy potrafiły znieważyć inne rasy w sposób tak sprytny i niepozorny, że obdarowany zniewagą przyjmował ją z uśmiechem i dziękczynnym przytakiwaniem głowy.
Nie opuściła stalowego spojrzenia, patrzyła się w jego oczy urzeczona tym złotym blaskiem i tajemnicą, która z nich wypływała. Obserwowała jak popija wino, sama uniosła kubek i przyłożyła go do ust jedynie zwilżając wargi napitkiem. Posmakowała płynu zaledwie czubkiem języka, nie była przyzwyczajona do smaku alkoholi, te ludzkie były często cierpkie, gorzkie powodowały zawroty głowy, a jeśli się z nim przesadziło rano miało się ziemisty język i ból głowy. To wino smakowało jednak o niebo lepiej, słodkie, delikatne pasowało lepiej do jej królewskiego podniebienia. Jego głos rozchodził się spokojnie po namiocie, racząc ją słodką nutą zapomnienia, opowiadał zwięźle i na temat, ale jednocześnie był w tym ten dziwny rodzaj magii, którym obdarzeni byli bajarze. Słowa płynnie wydobywały się z jego ust coraz bardziej wprowadzając ciemnowłosą w nastrój błogości i spokoju. Czy jednak mówił prawdę? Historie były różne, a religii na świecie wiele. Jeśli jednak miał rację i to nie Stworzyciele byli pierwszymi? Nie Wielka Czwórka nie Matka, Wojownik, Czas czy Stwórca. Saenari nie była szczególnie prawym i przykładnym wyznawcą wiary swej matki, właściwie to w ogóle nie była. Nie wierzyła w żadną religię, ale wedle tego co mówił dowódca tej podłej kompani stworzenie świata wyglądało zgoła inaczej niż przedstawiali to kapłani sprowadzani z kraju królowej matki. Czy w ogóle możliwym było, że smoki, przebrzydłe, brutalne i okrutne bestie posiadały moc stwórczą? Nie były tylko niszczącymi wszystko zmorami odzianymi w twarde łuski, posiadającymi skrzydła i chęć mordu wszystkiego co napotkają na drodze?
Drgnęła słysząc jego pytanie, zamrugała i zmierzyła wzrokiem ciemnowłosego. Czemu właściwie jej o tym mówi? Chce jej dodać otuchy? Chce sprawić by wytrwała w tej walce o wyklucie tego niby cennego skarbu, który krył się w jaju? Prawdopodobnie źle go oceniła, ale ludzie i rasa wyższa, jak często nazywano posiadaczy szpiczastych uszu nie przepadali za sobą. Pogardzali sobą wzajemnie, tłocząc się w łupinach nieufności i zadufania. Przełknęła ślinę i popatrzyła ponownie na elfa uśmiechając się delikatnie mimo koszmarnego zmęczenia.
– Nie panie. Nie nudzi mnie wasza historia. Jest zupełnie inna, jednak zastanawia mnie jeden fakt. Cóż stało się z tymi istotami? Skoro są bogami, czemu nie ukazują się żadnej rasie? – Zapytała grzecznie siląc się na uprzejmy ton.
– Czemu więc skoro są oni stwórcami pozwolili by na świecie rozprzestrzeniał się kult innych. Powiedzmy Kult Czterech jaki obecnie panuje w królestwie Nar. Wiara w obdarzonych, którzy posiadali moc panowania nad smokami? – Wypaliła zapominając o etykiecie, zasadach i bogobojnym kulcie. W końcu w tej chwili nie musi być damą i księżniczką. Będzie nią, gdy przekroczy ponownie próg namiotu.
------------------------------------------------------------------------------------