Dragon's Legend

Jajo zadrżało przed człowiekiem i przemówiło. W czasach, w których Smoczy Jeźdźcy to tylko mit.
piątek, 27 kwietnia 2018
15.


Elfowi udało się zdobyć uwagę rozpieszczonej księżniczki na dłużej niż zazwyczaj udawało się to innym. Opowiadał ciekawie, mądrze i mówił rzeczy inne niż do tej pory docierały do uszu rozwydrzonej pannicy. Dodatkowym atutem było to, że prowadził dialog, nie traktując jej niczym przygłupiej kwoki, nie zarzucał też komplementami w co drugim słowie. Oczywiście nie wzgardziłaby wyszukaną pochwałą od elfiego dowódcy, który w jej mniemaniu powinien znać swoje miejsce. Obserwowała go nie siląc się zbyt, by jej twarz wyglądała na zaciekawioną. Udało mu się wywołać zafascynowanie w umyśle dziewczyny, która kochała baśnie i legendy, a religie wsadzała do tego samego worka co bajdy dla dzieci. Mimo wszystko podchodziła to tego z pewnym szacunkiem co zaskoczyło ją samą. Wyjaśniał wszystko po kolei, a elfy podobno tak bardzo strzegą swojej wiedzy jak krasnoludy złota. Dało początek zalążkowi myśli, że może jednak może ufać temu mężczyźnie, w końcu naraziłby się na wojnę z jej królestwem gdyby coś się stało. Saenari miała o sobie zbyt wielkie mniemanie, może wynikało to z racji rozpieszczenia, a może młodego wieku. Uważała bowiem, że w razie czego jej ojciec i bracia rzucą wszystko by przybyć jej na ratunek, by w razie czego pomścić Rubinową pannę. Nie spodziewała się tego, że jako kolejna córka znaczy tylko tyle co kolejny dobrze zawarty sojusz, który można przypieczętować inaczej niż przez małżeństwo. Prawda niestety była zbyt bolesna dla tak młodego umysłu. Zaczęła więc widzieć w elfie swojego obrońcę, który będzie ryzykował własną głową w obronie szlachetnie urodzonej damy. Te myśli wprawiły ją w dobry nastrój w końcu nie była byle kim i ten szpiczasto uchy zapewne doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
    –  Cóż skoro smoki istniały przed wiekami to zapewne istoty, które stworzyli je widziały. – Odrzekła i zwilżyła wargi w winie. Jej uwadze nie umknęło to, że przerwał wypowiedź, oddech miał głęboki, jakby chciał się wyciszyć. Czyżby coś mu dolegało? Nie spodobało się to szarookiej. Co to za dowódca, którego trawi choróbsko. Przeciągnęła spojrzenie w miejsce w które patrzył i on, jednak nie dostrzegła tam nic interesującego, nic co było godne uwagi królewskiej córy.  Wsłuchała się w jego słowa dokładnie, mówił o rzeczach tak innych, jednocześnie fascynujących i niemożliwych, tak trudnych do pojęcia przez jej młody, ludzki umysł. Bogowie którzy poświęcili swe istnienie, by dać życie innym rasom. Czemu pozwolili na to wiedząc, że nie będą mogli obserwować swojego tworu? To śmieszne i głupie zarazem. Zaczęła rozmyślać o tym wszystkim i części rzeczy nie rozumiała, przynajmniej nie teraz. Zrozumie je kiedyś, zapewne, lecz teraz jej umysł przysłaniała mgiełka rozpuszczenia i pogardy dla wszystkiego co niezrozumiałe, inne i obce. Wedle wypowiedzi czarnowłosego otrzymała dar, dar o który się nie prosiła, dar będący przekleństwem dla niej samej. Zamknięty w jaju smok był tylko środkiem do celu dla jej królestwa, zaś ona sama nie widziała w nim nic dobrego. Przynajmniej w obecnym stanie. Kiedy mężczyzna skończył mówić spojrzała na stojące przed nią naczynie. Porzuciwszy maniery i etykiety złapała je i wypiła duszkiem całą jego zawartość. Wino miało pomóc jej przetrawić te wszystkie informacje.
    – Dziękuje za podzielenie się cenną wiedzą panie, lecz naszą rozmowę wolałabym skończyć innego dnia. Niedoświadczenie w siodle i podróży sprawiło, że jestem okropnie zmęczona. Wolę wysłuchać twych opowieści, kiedy senność nie będzie zaprzątać mego umysłu. – Rzekła i wstała z miejsca. Nie czekając na pozwolenie opuściła namiot i szybko ruszyła w stronę swego prywatnego namiotu.
Prawdą było, że zmęczenie ogarniało jej ciało, a wypite wino przyjemnie szumiało w głowie wywołując dziwne uczucie lekkości. Mimo to nie chciała słuchać dalej tej historii, której sens i dziwna logika niszczyły jej pojęcie rzeczywistości, wywołując paniczne uczucie strachu. Czuła się jak mała mrówka w wielkim mrowisku, nie jak zazwyczaj, kiedy to patrzyła na innych z góry. Kiedy znalazła się w namiocie nie trudziła się nawet zdjęciem stroju, rzuciła się na łoże i zwinęła w kłębek. Jej myśli biegły po dziwnych torach, powodując panikę, lęk, niechęć do świata i samej siebie, a przede wszystkim do skrytego w skorupie smoka będącego przyczyną tego całego zamieszania. Ona się o to nie prosiła, nie chciała być jakimś wybrańcem, nie chciała żadnego daru. Nie i koniec, wolała być już zwykłą panną zamkniętą w zamku i wieży, której zadaniem jest powić synów, którzy staną się wojownikami niż użerać się na polu walki ze smokami i orkami. Kręciła się na prowizorycznym łożu przez długi czas, aż w końcu zapadła w sen. Dziwny, poplątany sen, który zamiast wypoczynku przyniósł jej więcej pytań, lęku i niepewności.
------------------------------------------------------------------------------------