Dragon's Legend

Jajo zadrżało przed człowiekiem i przemówiło. W czasach, w których Smoczy Jeźdźcy to tylko mit.
piątek, 27 kwietnia 2018
20.



Ile jeszcze miałem tego wytrzymać? Z pewnością przyjdzie mi męczyć się przynajmniej kilka tygodni, aż nie zaczniemy wprowadzać planu w życie. Pozbyć się świadków, po obu stronach, to po pierwsze. Przykry wypadek, prawdopodobna do wystąpienia napaść, przed którą tyle razy bezskutecznie ostrzegałem głupiutką księżniczkę; to wszystko. W tym układzie ja byłem mieczem, miałem zająć się obciążeniem jakim była dziewczyna, natomiast Yöel był mózgiem, wszystkimi zmysłami, a oboje poruszaliśmy się na sznurkach sięgających dalej, niż mogłem zdawać sobie sprawę. Mimo całej swojej dumy i pewności, że wiem o wszystkim, mogłem się przecież mylić, a myśl że o jakiejś części planu nie wiem w ogóle nie przedostawała się do mojej świadomości. Zbyt pewny siebie. Byłem zbyt pewny, ale w tej chwili to nie miało znaczenia.
Nic się nie liczyło, tylko ta nienawiść trawiąca moje wnętrzności, drobne ukłucie bólu w klatce piersiowej za każdym razem spojrzeniem na królewską córkę. Właściwie na jakiegokolwiek innego człowieka, ale ona... Jej nienawidziłem w szczególności i przez krótką chwilę staliśmy tak blisko siebie bez ruchu, patrząc sobie prosto w oczy. Po raz pierwszy miałem okazję przyjrzeć się z takiej odległości jej twarzy. Szare tęczówki. Nie... Srebrne, obramowane gęstymi, czarnymi rzęsami. Błyszczące w zupełnie inny sposób, choć z pozoru podobne, w rzeczywistości kompletnie inne; to mój umysł dodawał sobie nieistniejące fakty, żeby łatwiej było nienawidzić, gardzić i pomiatać. Żebym pamiętał o pielęgnowaniu tego jednego uczucia, aż w końcu stanie się wszystkim, żeby nie czuć już tego, czego nie chciałem czuć.
Poczułem dotyk jej palca na klatce piersiowej, choć pozornie niegroźny, uruchomił we mnie wściekłość i agresję, nad którą coraz ciężej mi było zapanować, a która gromadziła się wiele lat. Jakby czekała, aż spotkam tą osobę. Aż potknę się spojrzeniem o te srebrne tęczówki. Odezwała się, wybijając mnie częściowo z tego transu, choć jej głos nie należał już do niej, tak podobny do innego.
Ale ona dalej swoje, idzie w zaparte i ani jej w głowie logiczne myślenie. Przewróciłem teatralnie oczami.
— Ja wciąż nie proszę o pozwolenie — wycedziłem przez mocno zaciśnięte zęby, usilnie starając się wrócić do rzeczywistości, spojrzeć na nią trzeźwo, odsunąć się, odejść, zostawić ją przywiązaną do drzewa. Rozszarpać nadgarstki zębami i patrzeć jak się wykrwawia. Przytulić i powiedzieć, że od teraz już wszystko się ułoży, że życie dało nam drugą szansę, że możemy podjąć wybory na nowo. Ale nie zrobiłem nic, wciąż tylko stałem, patrząc na nią i czując, że rzeczywistość i fantazja nie mają już żadnej granicy, że różne obrazy się na siebie nakładają, a ja ewidentnie i ostatecznie postradałem zmysły.
Fala bólu przywróciła cienką linię, która rozróżnia te dwa światy. Dopiero wtedy, po kilku sekundach, kiedy echo uderzenia już wygasło na nasłonecznionej polance, dotarło do mnie co się stało. Choć duma i złość naraz zawrzały we mnie gwałtownie, poczułem też ukłucie, delikatne tchnienie wdzięczności za przywrócenie mnie do świadomości, nawet jeśli tak wielkim kosztem. Tego jednak nie dało się wyczytać z mojej twarzy. Uderzenie. Spoliczkowała mnie. Szarpnęła za włosy.
Że... Co, kurwa? Saenari Elowen Laakasja Alcar mnie uderzyła. Nie zwykłem przepuszczać takich rzeczy bez echa. Nie, jeśli sprawcą był ludzki pomiot z brakiem instynktu samozachowawczego.
Wykorzystała moje chwilowe zawieszenie i dezorientację, ale teraz byłem już na ziemi, przytomny i, lekko mówiąc, bardzo zły. Ze zranioną męską dumą, a elfia duma jak wiadomo potrafi przerosnąć najśmielsze oczekiwania. Naprawdę przestało się liczyć kim jest ona, kim jestem ja, co mam zrobić, a czego robić zdecydowanie nie powinienem. Nie było też Yöela nigdzie w pobliżu, który z pewnością by mi przeszkodził w tym, co zamierzałem zrobić. Mała ludzka pchła źle trafiła, wybrała najgorszy możliwy moment na okazywanie niezadowolenia.
Staliśmy wciąż blisko siebie, tym lepiej. W ułamku sekundy zwinąłem się jak do ataku, ale nie sięgnąłem po miecz. Ta część świadomości – że dziewczyna nie jeszcze może zostać zraniona – wciąż pracowała, tylko konsekwencje tego wszystkiego już dawno przestały mnie obchodzić. Kolejna fala bólu dotarła do moich zmysłów, kiedy w dłoni dziewczyny została prawie garść wyrwanych mi włosów i to tylko pobudziło mnie do działania. Swoimi rękami unieruchomiłem jej dłonie, zaciskając palce na nadgarstkach, po czym popchnąłem ją do tyłu nie wkładając w to przesadnie dużo siły ale zmuszając do cofnięcia się, po czym przycisnąłem ją plecami do najbliższego drzewa. Sam przylgnąłem swoim ciałem do niej, wpychając kolano między nogi tak, żeby ewentualne kopnięcia nie wyswobodziły jej z uchwytu. Znałem się na rzeczy, a do okiełznania takiej słabowitej ludzkiej dziewczyny nie trzeba było zbyt dużo siły; dlatego przesadnie jej nie używałem.
Przycisnąłem ją do drzewa nawet mocniej, czując ciepło jej brzucha, wnętrza ud i piersi na swoim ciele. Spojrzeniem odnalazłem oczy. Wciąż srebrne. Jak mogły wydawać mi się w tamtej chwili znajome?
— Kim jestem? Mężczyzną. Starszym. Silniejszym. I wściekłym. — Mówiłem powoli, nie zaciskając ani zwalniając chwytu nawet odrobinę — A ty? Myślisz że czym jesteś w tym momencie? Bo według mnie ludzką dziewczyną, z którą mogę zrobić, co mi się tylko podoba. Choćby dlatego, że znalazłaś się w takiej sytuacji... Będę cię chronił. — Choć słowa same w sobie mogłyby brzmieć na ciepłe, zdecydowanie takie nie były. Czuliśmy, że na grzeczność już jest za późno z mojej, jak i z jej strony. — Nalegam.
------------------------------------------------------------------------------------