Nie wiedziała co pokusiło
ją w tej chwili, czemu tak zareagowała. Furia zalewająca całe jej
ciało była jednak silniejsza, żądza krwi i bólu na twarzy tego
elfa była tak kuszącą wizją. Nigdy jednak tak nie reagowała, ale
czy na pewno? Jako dziecko była bardzo porywcza i wybuchowa. Dopiero
lekcje i etykieta ułożyły ją odpowiednio, wychowały na pannę
godną reprezentować swój kraj, króla i ojca. Nie ganiała już
więcej z drewnianym mieczykiem za braćmi, zaczęła grać na lutni,
pobierać lekcje śpiewu i zachowywać się jak delikatna mimoza, a
nie kolejny syn, którym przecież miała być. Wiedziała, że jej
narodziny sprowadziły smutek na królestwo, bo dziecku narodzonemu
pod planetą wojowników przepowiadano czyny tak chwalebne, że żaden
wojownik od setek lat miał nie wsławić się w historii tak jak
syn, którego oczekiwano. Zamiast upragnionego dziedzica na świecie
pojawiła się córka, której król-ojciec chciał wynagrodzić to,
że wszyscy najpewniej mieli do niej żal, że nie jest mężczyzną
i rozpieścił ją do granic możliwości. Jedyne czego wymagał to
stłumienie jej butnej natury, by nie przypominała mu o tym, co
nigdy nadejść nie miało. Teraz jednak wychowanie i maniery ukryte
były w mroku, w zakamarkach jej umysłu tak ciemnych jak włosy
elfa, które właśnie wyszarpała z jego głowy. Nie wiedziała
czemu, ale rozbawiło ją to
Omal się nie roześmiała, czy tak smakuje wolność? Możliwość robienia czego tylko zapragniesz, bez konsekwencji pohańbienia siebie czy rodziny? Mogła zaatakować tego kto ją zdenerwuje, a nie powstrzymywać swojego języka przed użyciem riposty i udawać, że nie widziała tego co chciał przekazać przeciwnik. Topiła się w złotych obwódkach bezkresnych, bez głębinowych źrenic Drayce'a. Nie zdawała sobie jednak sprawy z tego, że patrzy na niego. Patrzyła, ale nie widziała. Jej myśli biegły gdzieś indziej, smakowały chwili wolności, której właśnie zaznała. Jednak nie trwało to długo. Palce elfa, długie i silne zacisnęły się na jej nadgarstkach wywołując zaskoczenie na jej twarzy. Tego się nie spodziewała. Śmiał ją dotknąć! Bez jej zgody, w odosobnionym miejscu. Przeraziła się, orientując się, że mężczyzna góruje nad nią nie tylko wzrostem, ale i siłą. Wcześniej o tym nie pomyślała, ale pójście z nim do tego lasu było głupie i ryzykowne. Nie powinna oddalać się od swych ludzi, od tych, którzy mogli ją ochronić przed jego gniewem.
Kora wbiła się w jej plecy, a ona jęknęła cicho czując, że męskie ciało zniewoliło ją w szczelnym uścisku między drzewem, a swoimi mięśniami. Był blisko, zbyt blisko. Jęknęła z zawstydzenia i bezradności, kiedy jego kolano znalazło się między jej udami. Próbowała się wyszarpać, ale to sprawiło, że on tylko mocniej naprał na jej ciało. Za takie zachowanie powinien zostać publicznie ścięty, smagnięty batem kilka razy, albo rzucony z przepaści. Była wściekła, zawstydzona i bezradna. Chciała wyswobodzić się i uciec, ale wtedy on zaczął mówić. Uniosła oczy w stronę jego twarzy. Mogła poznać dokładnie każdy detal jego oblicza, pięknej elfiej twarzy. To prawda, że ta rasa była wyjątkowo dostojna, ale nie wierzyła w to, jednak nawet gdy gniew wgryzał się w ich emocje, oni – jak w przypadku dowódcy pozostawali dostojnie piękni. Była zmieszana, ale starła się to ukryć chyba z marnym skutkiem. Nigdy w życiu nie była tak blisko żadnego mężczyzny, czy to elfa, czy człowieka. Żaden nie pozwalał sobie na taką bliskość, ba żaden nigdy nie mówiłby do niej w taki sposób, a co dopiero zaciągał ją w gęstwiny lasu.
Nie była to jednak pora na rozmyślania o jego urodzie, czy nagłej, krępującej bliskości. Słysząc jego słowa na chwilę struchlała ze strachu. Co on zamierzał? Za kogo się uważał? Wpatrywała się w jego oczy i oddychała głęboko, starając się zapanować nad ogniem buchającym w jej głowie. Głos nie pojawił się ponownie, choć chciała, szukała go i wzywała myślami. Nie odpowiadał, nie podjudzał jej do dalszej walki, a ona czuła, że powoli truchleje pod wpływem spojrzenia elfa. W tej chwili miała wrażenie, że jest słaba i bezradna, ale nie mogła opuścić gardy. Gdyby pokazała teraz swoją słabość, on zapewne wykorzystałby to jak tylko się da. Opanowała więc swój strach, a właściwie chciała grać, że nad nim panuje, że nie boi się jego uścisku, że jego ciało krępujące jej ruchy nie ma dla niej znaczenia.
- Nalegam byś mnie puścił. - wypaliła chcąc wyszarpać nadgarstki z jego uścisku. - Słyszysz? - fuknęła wściekle i zaczęła wyszarpywać je dalej, ale z równie marnym skutkiem.
- Puszczaj mnie. W tej chwili. Nie masz prawa robić ze mną czego tylko chcesz. Zapominasz się elfie z kim rozmawiasz. - głos jej bym lekko podniesiony, słychać było w nim nutę strachu, której zamaskować nie umiała, nie ważne jak bardzo by się starała.
- Puszczaj! - warknęła po raz kolejny, tym razem chciała szarpnąć się mocniej, ale to nic nie dało. Jedyny efekt jaki osiągnęła to taki, że rozdarła sobie rękaw szaty o chropowatą korę. Rozdrażniło ją to jeszcze bardziej. Wciągnęła powietrze i spojrzała na dowódcę. Instynktownie zgięła nogę i oparła się stopą o pień drzewa. Pozwoliło to jej wybić się nieco do przodu z większą siłą. Naparła na elfa, ale nie przewidziała jednego, że mogą przez to stracić równowagę. Nie zarejestrowała dokładnie upadku, otrząsnęła się dopiero leżąc na mężczyźnie. Natychmiast usiadła na nim i zaczęła okładać go dłońmi.
- Nigdy więcej! Nigdy więcej nie dotykaj mnie bez pozwolenia. - zaczęła mówić zdenerwowana. - Rozumiesz! Nigdy! - kilka kolejnych ciosów spadło na jego klatkę piersiową.
Omal się nie roześmiała, czy tak smakuje wolność? Możliwość robienia czego tylko zapragniesz, bez konsekwencji pohańbienia siebie czy rodziny? Mogła zaatakować tego kto ją zdenerwuje, a nie powstrzymywać swojego języka przed użyciem riposty i udawać, że nie widziała tego co chciał przekazać przeciwnik. Topiła się w złotych obwódkach bezkresnych, bez głębinowych źrenic Drayce'a. Nie zdawała sobie jednak sprawy z tego, że patrzy na niego. Patrzyła, ale nie widziała. Jej myśli biegły gdzieś indziej, smakowały chwili wolności, której właśnie zaznała. Jednak nie trwało to długo. Palce elfa, długie i silne zacisnęły się na jej nadgarstkach wywołując zaskoczenie na jej twarzy. Tego się nie spodziewała. Śmiał ją dotknąć! Bez jej zgody, w odosobnionym miejscu. Przeraziła się, orientując się, że mężczyzna góruje nad nią nie tylko wzrostem, ale i siłą. Wcześniej o tym nie pomyślała, ale pójście z nim do tego lasu było głupie i ryzykowne. Nie powinna oddalać się od swych ludzi, od tych, którzy mogli ją ochronić przed jego gniewem.
Kora wbiła się w jej plecy, a ona jęknęła cicho czując, że męskie ciało zniewoliło ją w szczelnym uścisku między drzewem, a swoimi mięśniami. Był blisko, zbyt blisko. Jęknęła z zawstydzenia i bezradności, kiedy jego kolano znalazło się między jej udami. Próbowała się wyszarpać, ale to sprawiło, że on tylko mocniej naprał na jej ciało. Za takie zachowanie powinien zostać publicznie ścięty, smagnięty batem kilka razy, albo rzucony z przepaści. Była wściekła, zawstydzona i bezradna. Chciała wyswobodzić się i uciec, ale wtedy on zaczął mówić. Uniosła oczy w stronę jego twarzy. Mogła poznać dokładnie każdy detal jego oblicza, pięknej elfiej twarzy. To prawda, że ta rasa była wyjątkowo dostojna, ale nie wierzyła w to, jednak nawet gdy gniew wgryzał się w ich emocje, oni – jak w przypadku dowódcy pozostawali dostojnie piękni. Była zmieszana, ale starła się to ukryć chyba z marnym skutkiem. Nigdy w życiu nie była tak blisko żadnego mężczyzny, czy to elfa, czy człowieka. Żaden nie pozwalał sobie na taką bliskość, ba żaden nigdy nie mówiłby do niej w taki sposób, a co dopiero zaciągał ją w gęstwiny lasu.
Nie była to jednak pora na rozmyślania o jego urodzie, czy nagłej, krępującej bliskości. Słysząc jego słowa na chwilę struchlała ze strachu. Co on zamierzał? Za kogo się uważał? Wpatrywała się w jego oczy i oddychała głęboko, starając się zapanować nad ogniem buchającym w jej głowie. Głos nie pojawił się ponownie, choć chciała, szukała go i wzywała myślami. Nie odpowiadał, nie podjudzał jej do dalszej walki, a ona czuła, że powoli truchleje pod wpływem spojrzenia elfa. W tej chwili miała wrażenie, że jest słaba i bezradna, ale nie mogła opuścić gardy. Gdyby pokazała teraz swoją słabość, on zapewne wykorzystałby to jak tylko się da. Opanowała więc swój strach, a właściwie chciała grać, że nad nim panuje, że nie boi się jego uścisku, że jego ciało krępujące jej ruchy nie ma dla niej znaczenia.
- Nalegam byś mnie puścił. - wypaliła chcąc wyszarpać nadgarstki z jego uścisku. - Słyszysz? - fuknęła wściekle i zaczęła wyszarpywać je dalej, ale z równie marnym skutkiem.
- Puszczaj mnie. W tej chwili. Nie masz prawa robić ze mną czego tylko chcesz. Zapominasz się elfie z kim rozmawiasz. - głos jej bym lekko podniesiony, słychać było w nim nutę strachu, której zamaskować nie umiała, nie ważne jak bardzo by się starała.
- Puszczaj! - warknęła po raz kolejny, tym razem chciała szarpnąć się mocniej, ale to nic nie dało. Jedyny efekt jaki osiągnęła to taki, że rozdarła sobie rękaw szaty o chropowatą korę. Rozdrażniło ją to jeszcze bardziej. Wciągnęła powietrze i spojrzała na dowódcę. Instynktownie zgięła nogę i oparła się stopą o pień drzewa. Pozwoliło to jej wybić się nieco do przodu z większą siłą. Naparła na elfa, ale nie przewidziała jednego, że mogą przez to stracić równowagę. Nie zarejestrowała dokładnie upadku, otrząsnęła się dopiero leżąc na mężczyźnie. Natychmiast usiadła na nim i zaczęła okładać go dłońmi.
- Nigdy więcej! Nigdy więcej nie dotykaj mnie bez pozwolenia. - zaczęła mówić zdenerwowana. - Rozumiesz! Nigdy! - kilka kolejnych ciosów spadło na jego klatkę piersiową.
