Dragon's Legend

Jajo zadrżało przed człowiekiem i przemówiło. W czasach, w których Smoczy Jeźdźcy to tylko mit.
sobota, 28 kwietnia 2018
22.



Cóż, o pokojowym rozwiązaniu sprawy nie mogło być już mowy. Jeśli wcześniej miałem na to jakieś nadzieje, teraz rozpierzchły się one niczym poranna mgła pod wpływem promieni słonecznych. Nie potrafiłem jednak czuć na siebie złości ani wyrzutów sumienia, nie teraz, kiedy w ustach czułem smak triumfu. Kiedy patrzyłem na twarz księżniczki zdając sobie sprawę, jak bardzo teraz nad nią dominuję i jaką mam władzę; nad nią, jej życiem i ciałem. Napawałem się tą chwilą, chłonąłem to wydarzenie całym sobą, każdą cząsteczką ciała, wszystkimi zmysłami. Wciąż nie myślałem logicznie, nie obchodziły mnie konsekwencje ani przyszłość dopóki adrenalina krążyła we krwi, powodując przyspieszone bicie serca i płytszy oddech.
Protesty księżniczki nie przyniosły zamierzonego przez nią skutku. Wręcz przeciwnie, tylko podjudziły mnie do pewniejszego uchwytu, spowodowały że przycisnąłem się do niej nawet mocniej. W międzyczasie – choć wszystko to trwało zaledwie chwilę – złość, którą wcześniej odczuwałem przekształciła się. Poczułem więcej ekscytacji i satysfakcji, a myśli zaczęły krążyć nad zgoła innymi tematami niż moja opieka nad księżniczką Saenari. Gdybym tylko oswobodził jedną rękę, a wciąż mogłem to zrobić tak żeby dziewczyna się nie wyrwała, mógłbym zacisnąć palce na jej szyi. Coraz mocniej, patrząc jak ta buntowniczość i wściekłość w jej oczach zmienia się najpierw w przerażenie, a potem zrozumienie. Patrząc, jak znika z nich życie. Czy faktycznie mógłbym to zrobić teraz, w taki sposób, skoro te oczy tak niedawno wydawały się należeć do kogoś innego niż rozpieszczony ludzki bachor?
Jej słowa nawet mnie rozbawiły, zwłaszcza w kontekście wcześniejszych wspomnień i nakładających się na siebie obrazów.
— Zapewniam, że akurat w tej chwili dobrze wiem, z kim rozmawiam — mruknąłem wręcz pieszczotliwie, przyciskając kolano mocniej do kory drzewa, a na moich ustach znów pojawił się uśmiech. Wyraz, którego nie potrafiłem kontrolować, spowodowany adrenaliną i chęcią mordu, tą nienawiścią, którą tak dobrze znałem, która zadomowiła się we mnie już na dobre i wyparła wszystko inne. I rosnącą ekscytacją.
Byłem ponownie tak pewny siebie i próżny w tej pewności – nic nie uczyłem się na błędach, jak zwykle – że w najśmielszych oczekiwaniach nie mogłem przypuszczać, że dziewczynie uda mi się stawić opór. Skupiłem się tylko na tym, żeby nie mogła się mi wyrwać, ale nie pomyślałem, że przez to nie koncentruję się na równowadze i można to wykorzystać, aby ją przechylić do tyłu. Żebyśmy się wywrócili na trawę. Uderzyłem plecami i już to wycisnęło mi powietrze z płuc, przez co jęknąłem bezgłośnie, a jeszcze dodatkowo księżniczka wylądowała na mnie, dociskając boleśnie do ziemi klatkę piersiową. W trakcie upadku odruchowo wypuściłem jej nadgarstki aby rękami zamortyzować upadek, ale na nic się do nie zdało. Na moment przed oczami pojawiły mi się mroczki, a pod palcami czułem chłodne źdźbła długiej trawy i ziemię.
Ponownie ocuciła mnie księżniczka. I dopiero teraz dotarło do mnie, jakie to wszystko jest irracjonalne i głupie. Jak w ogóle mogłem dać się wplątać w coś takiego? To upokarzające. Cieszyłem się, że nie ma żadnych naocznych świadków, bo coś czułem że duma dziewczyny też została zarysowana tym wszystkim i wątpiłem, żeby komuś się chwaliła tym, co między nami zaszło.
— Dosyć — wycedziłem przez zęby.
Przyzwyczajony do walki wręcz, odgoniłem uderzenia Saenari jak zbyt natrętną muchę, po czym położyłem dłonie na jej biodrach i zwyczajnie ją z siebie zrzuciłem na trawę obok. Było mi niedobrze z upokorzenia, choć pewnie też od uderzenia potylicą o grunt, więc potrzebowałem kilku sekund z zaciśniętymi powiekami, żeby wreszcie podnieść się do siadu. W głowie mi zawirowało, ale i tak spojrzałem na dziewczynę obok, ponownie wściekły ale nie zamierzałem się z tym wcale ukrywać. W dupie miałem jak „się powinno” czy „jak przystoi” mojej rasie. Od dawna nie byłem już jednym z nich, choć wciąż z ostro zakończonymi uszami, elfią fizjonomią i dostojną gracją. Nie byłem też człowiekiem, wciąż zbyt dumny i przywiązany do nienawiści do nich. Ja stałem pomiędzy stopami po obu stronach przepaści, nawet jeśli ta rosła z każdym dniem, powodując bolesne napięcie mięśni.
— Nigdy więcej nie waż się mi grozić — warknąłem, nie ruszając się z miejsca. Wstyd, co za wstyd. Siedzieć brudnym od trawy w dziewuchą, która nie kontroluje prymitywnych emocji... I nie kontrolować ich razem z nią. — Jeśli nie chcesz, żebym cię dotykał, lepiej też nie dotykaj mnie — rzuciłem, mając na celu przypomnienie, że to ona zaczęła cały ten cyrk. Nie mogłem sobie podarować tego przytyku. — Mam w dupie, kim byłaś w królestwie Nar. Za kilka minut opuścimy jego granice, a ty przestajesz być księżniczką i, do ciężkiej cholery, zaczynasz się wreszcie zachowywać jak Jeździec. Dla mnie będziesz tylko rozpieszczonym dzieciakiem, który nie rozumie jakiego zaszczytu dostąpił, przynajmniej dopóki nie przestaniesz się tak zachowywać. Tak też będę cię traktował.
Z ostatnim zdaniem zebrałem się wreszcie z ziemi, otrzepałem pobieżnie i tak zakurzone od drogi ubranie i ruszyłem w drogę powrotną do obozu, nie oglądając się za siebie.
------------------------------------------------------------------------------------