Dragon's Legend

Jajo zadrżało przed człowiekiem i przemówiło. W czasach, w których Smoczy Jeźdźcy to tylko mit.
sobota, 28 kwietnia 2018
23.



         Jeszcze nigdy nie czuła takiej złości, nigdy nie została tak upokorzona. Czuła się w tej chwili jak córka karczmarza, którą dla żartu nieraz mężczyźni obłapiali, a później rechotali z kuflem w dłoni jak stare ropuchy nad zbiornikiem wody. Najchętniej zmiotłaby tego elfa z powierzchni ziemi, zabroniłaby chować go w nazwanej mogile byle nikt nie oddał mu hołdu, by jego dusza nie zaznała świetlistej dobroci Matki. Gdyby mogła wgryzłaby się w jego szyję, rozgryzła tętnicę i z najczystszą przyjemnością cała ubrudziła się jego krwią. Z dziką przyjemnością tańczyłaby w szkarłatnym deszczu z jego posoki nad martwym ciałem elfa. Zamiast tego siedziała okrakiem na jego torsie. Wstyd i hańba w tej chwili nie miały znaczenia, nie liczyło się to, że zachowuje się jak byle bękart jak byle szczyl. Jej dłonie uderzały w jego tors sprowadzając na nią dziwne uczucie ukojenia, każde kolejne zderzenie z jego mięśniami sprowadzało spokój zabierając odrobinę z jej krwawej furii.
          Dłonie na jej tali jedynie rozwścieczyły ją i syknęła jak dzikie zwierzątko zapędzone w kozi róg. Nim jednak zdążyła zareagować poczuła, że ląduje na trawie. Bolesne zderzenie z rzeczywistością obudziło ją z tego butnego snu i zdała sobie sprawę co właśnie zrobiła. Zorientowała się, że nie zachowała się jak na damę przystało, ale na to było już za późno. Plugawy szpiczasto-uszy zdarł z niej maskę delikatnej i dobrej panienki i stało się coś o wiele gorszego niż to, że zobaczył jej strach, poznał sposób na to jak wyprowadzić ją z równowagi. Wprawdzie i ona poznała metodę jak i jego nerwy można naruszyć, lecz dysponował on siłą większą i przewagą w walce. Lepiej było więc nie ryzykować, nie wdawać się w zbędne dysputy jeśli życie jej miłe, chwilami bowiem miała dziwne wrażenie, że w oczach jego dostrzega coś mroczniejszego niż gniew. Może były to mary wywołane panującym nad jej umysłem ogniem złości, a może jednak instynkt szeptał jej, że musi na niego uważać.
          Leżała na ziemi z obolałymi plecami, głową w której świat zdawał się lekko wirować. Wpatrywała się w niebo ponad szczytami drzew i dyszała z wściekłości i zmęczenia. Była słaba, jej siła była niczym w starciu z tym potworem, mogłaby się wić i kopać, a to nie zrobiłoby na nim wrażenia, pewnie nawet rozbawiło. Szum wiatru wypełnił kwiecistą polanę, gałęzie poruszyły się, a ona obserwowała chmury leniwie płynące po bezkresnym błękicie. Do jej uszu jakby gdzieś z dala docierały słowa wściekłego elfa. Parsknęła słysząc zdanie o groźbach. Czyżby był tak wielki i potężny, że bał się gróźb drobnej księżniczki? Słysząc jego kolejne słowa spłynęła wstydem, to ona zaatakowała, uderzyła pierwsza, lecz mimo to on jako mężczyzna i osoba niższego stanu za jakiego go miała nie powinien nawet marzyć o tym, by ją dotknąć. Widać elfy inaczej postrzegały pewne rzeczy. Kolejne jego słowa również nie przyniosły jej upragnionej ulgi. Była zła, czuła się potraktowała niesprawiedliwie, nie chciała się przyznać, ale faktycznie nie rozumiała tego zaszczytu, ona w ogóle nie uważała go za zaszczyt.
         Podniosła się z ziemi dopiero kiedy usłyszała kroki, omiotła swą szatę dłońmi pozbywając się nadmiaru kurzu i ruszyła w ślad za dowódcą. Obserwowała jego plecy z nieukrywaną złością. Bezczelny głupiec. Kiedy dotarli do reszty kampanii wszyscy obrzucali ich zdawkowymi spojrzeniami. Dwie elfki nawet wymieniły się pogardliwym uśmieszkiem co tylko spotęgowało furię księżniczki.
    - Pani! Co się stało? - zapytał ją jeden z rycerzy, którego imienia nawet nie starała się zapamiętać. Jej uwadze nie umknęło jednak, że mężczyzna odruchowo ułożył dłoń na głowicy miecza i zerknął w stronę elfiego dowódcy.
    - Nic. Ruszajmy. - warknęła i podeszła do konia. Bez zbędnych anonsów wskoczyła na koński grzbiet, chociaż tyle nauczyła się podczas tej podróżny. Wsiadać na konia bez pomocy innych.
          Kampania ruszyła w stronę granicy, uprzednio porzucając sztandary i wszelkie symbole łączące ich z królestwem. Zapewne będą udawać najemników, którzy wiozą broń a nie smocze jajo i księżniczkę. Jeden z jej ludzi tuż przed granicami podjechał do niej i zarzucił jej na ramiona kaptur z szorstkiego, zielonkawego materiału, który zaciągnął jej na głowę. W zakurzonej, poszarpanej szacie, kapturze na głowie nie wyglądała już jak księżniczka. Raczej jak zwykła dziewka wędrująca z bandą mieczy. Była wściekła, dlatego nie odzywała się słowem. Tuż po przekroczeniu granic Nar obejrzała się. Pałacu nie było widać już od dawien dawna, ale poczuła nieprzyjemne ukłucie, lecz zaraz po nim narosła w niej radość. Tylko czemu ją czuła? Wkraczała przecież na nieprzyjazne granice, czemu czuła się więc jakby miała być wolna?  

Niedługo rozwiniemy skrzydła. 

          Głos ponownie rozbrzmiał w jej głowie, a ona najpierw poczuła przyjemne mrowienie w klatce piersiowej, ale za chwilę pojawiła się złość. Kiedy go potrzebowała nie odzywał się. Jej spojrzenie pomknęło w stronę jaja. Czy to możliwe? Czy to ten niewykluty pisklak mógł do niej mówić? Nie to nie było możliwe, przecież nim gadzina się rozwinie w pełni minie dużo czasu. Więc czym był ten głos, który odzywał się tylko kiedy chciał? Nari znów zawiesiła się w myślach nie zauważając mijającego czasu i tego, że niebo powoli przyozdabia się w deszczowe chmury. Kiedy pierwsza kropla spadła na czubek jej nosa ocknęła się z wizji w których nie było ani smoka, ani dowódcy, ani całej tej podróży.
    - Czy zatrzymamy się gdzieś by przeczekać deszcz? - zapytała jednego z mężczyzn jadących obok niej, ten jedynie uniósł barki w geście bezradności, w oddali dostrzegła spory budynek, który musiał być karczmą, a to mogło oznaczać, że zatrzymają się i spędzi noc w łóżku i weźmie kąpiel w gorącej wodzie, a nie w pierwszym lepszym strumyku. Byle tylko ta uszata pijawka się zgodziła. 

------------------------------------------------------------------------------------