Jeszcze nigdy nie czuła takiej
złości, nigdy nie została tak upokorzona. Czuła się w tej chwili
jak córka karczmarza, którą dla żartu nieraz mężczyźni
obłapiali, a później rechotali z kuflem w dłoni jak stare ropuchy
nad zbiornikiem wody. Najchętniej zmiotłaby tego elfa z powierzchni
ziemi, zabroniłaby chować go w nazwanej mogile byle nikt nie oddał
mu hołdu, by jego dusza nie zaznała świetlistej dobroci Matki.
Gdyby mogła wgryzłaby się w jego szyję, rozgryzła tętnicę i z
najczystszą przyjemnością cała ubrudziła się jego krwią. Z
dziką przyjemnością tańczyłaby w szkarłatnym deszczu z jego
posoki nad martwym ciałem elfa. Zamiast tego siedziała okrakiem na
jego torsie. Wstyd i hańba w tej chwili nie miały znaczenia, nie
liczyło się to, że zachowuje się jak byle bękart jak byle
szczyl. Jej dłonie uderzały w jego tors sprowadzając na nią
dziwne uczucie ukojenia, każde kolejne zderzenie z jego mięśniami
sprowadzało spokój zabierając odrobinę z jej krwawej furii.
Dłonie na jej tali jedynie
rozwścieczyły ją i syknęła jak dzikie zwierzątko zapędzone w
kozi róg. Nim jednak zdążyła zareagować poczuła, że ląduje na
trawie. Bolesne zderzenie z rzeczywistością obudziło ją z tego
butnego snu i zdała sobie sprawę co właśnie zrobiła.
Zorientowała się, że nie zachowała się jak na damę przystało,
ale na to było już za późno. Plugawy szpiczasto-uszy zdarł z
niej maskę delikatnej i dobrej panienki i stało się coś o wiele
gorszego niż to, że zobaczył jej strach, poznał sposób na to jak
wyprowadzić ją z równowagi. Wprawdzie i ona poznała metodę jak i
jego nerwy można naruszyć, lecz dysponował on siłą większą i
przewagą w walce. Lepiej było więc nie ryzykować, nie wdawać się
w zbędne dysputy jeśli życie jej miłe, chwilami bowiem miała
dziwne wrażenie, że w oczach jego dostrzega coś mroczniejszego niż
gniew. Może były to mary wywołane panującym nad jej umysłem
ogniem złości, a może jednak instynkt szeptał jej, że musi na
niego uważać.
Leżała na ziemi z obolałymi plecami,
głową w której świat zdawał się lekko wirować. Wpatrywała się
w niebo ponad szczytami drzew i dyszała z wściekłości i
zmęczenia. Była słaba, jej siła była niczym w starciu z tym
potworem, mogłaby się wić i kopać, a to nie zrobiłoby na nim
wrażenia, pewnie nawet rozbawiło. Szum wiatru wypełnił kwiecistą
polanę, gałęzie poruszyły się, a ona obserwowała chmury leniwie
płynące po bezkresnym błękicie. Do jej uszu jakby gdzieś z dala
docierały słowa wściekłego elfa. Parsknęła słysząc zdanie o
groźbach. Czyżby był tak wielki i potężny, że bał się gróźb
drobnej księżniczki? Słysząc jego kolejne słowa spłynęła
wstydem, to ona zaatakowała, uderzyła pierwsza, lecz mimo to on
jako mężczyzna i osoba niższego stanu za jakiego go miała nie
powinien nawet marzyć o tym, by ją dotknąć. Widać elfy inaczej
postrzegały pewne rzeczy. Kolejne jego słowa również nie
przyniosły jej upragnionej ulgi. Była zła, czuła się
potraktowała niesprawiedliwie, nie chciała się przyznać, ale
faktycznie nie rozumiała tego zaszczytu, ona w ogóle nie uważała
go za zaszczyt.
Podniosła się z ziemi dopiero kiedy
usłyszała kroki, omiotła swą szatę dłońmi pozbywając się
nadmiaru kurzu i ruszyła w ślad za dowódcą. Obserwowała jego
plecy z nieukrywaną złością. Bezczelny głupiec. Kiedy dotarli do
reszty kampanii wszyscy obrzucali ich zdawkowymi spojrzeniami. Dwie
elfki nawet wymieniły się pogardliwym uśmieszkiem co tylko
spotęgowało furię księżniczki.
- Pani! Co się stało? - zapytał ją
jeden z rycerzy, którego imienia nawet nie starała się zapamiętać.
Jej uwadze nie umknęło jednak, że mężczyzna odruchowo ułożył
dłoń na głowicy miecza i zerknął w stronę elfiego dowódcy.
- Nic. Ruszajmy. - warknęła i podeszła do konia. Bez zbędnych anonsów wskoczyła na koński grzbiet, chociaż tyle nauczyła się podczas tej podróżny. Wsiadać na konia bez pomocy innych.
- Nic. Ruszajmy. - warknęła i podeszła do konia. Bez zbędnych anonsów wskoczyła na koński grzbiet, chociaż tyle nauczyła się podczas tej podróżny. Wsiadać na konia bez pomocy innych.
Kampania ruszyła w stronę granicy,
uprzednio porzucając sztandary i wszelkie symbole łączące ich z
królestwem. Zapewne będą udawać najemników, którzy wiozą broń
a nie smocze jajo i księżniczkę. Jeden z jej ludzi tuż przed
granicami podjechał do niej i zarzucił jej na ramiona kaptur z
szorstkiego, zielonkawego materiału, który zaciągnął jej na
głowę. W zakurzonej, poszarpanej szacie, kapturze na głowie nie
wyglądała już jak księżniczka. Raczej jak zwykła dziewka
wędrująca z bandą mieczy. Była wściekła, dlatego nie odzywała
się słowem. Tuż po przekroczeniu granic Nar obejrzała się.
Pałacu nie było widać już od dawien dawna, ale poczuła
nieprzyjemne ukłucie, lecz zaraz po nim narosła w niej radość.
Tylko czemu ją czuła? Wkraczała przecież na nieprzyjazne granice,
czemu czuła się więc jakby miała być wolna?
Niedługo rozwiniemy skrzydła.
Głos
ponownie rozbrzmiał w jej głowie, a ona najpierw poczuła przyjemne
mrowienie w klatce piersiowej, ale za chwilę pojawiła się złość.
Kiedy go potrzebowała nie odzywał się. Jej spojrzenie pomknęło w
stronę jaja. Czy to możliwe? Czy to ten niewykluty pisklak mógł
do niej mówić? Nie to nie było możliwe, przecież nim gadzina się
rozwinie w pełni minie dużo czasu. Więc czym był ten głos, który
odzywał się tylko kiedy chciał? Nari znów zawiesiła się w
myślach nie zauważając mijającego czasu i tego, że niebo powoli
przyozdabia się w deszczowe chmury. Kiedy pierwsza kropla spadła na
czubek jej nosa ocknęła się z wizji w których nie było ani
smoka, ani dowódcy, ani całej tej podróży.
- Czy zatrzymamy się gdzieś by przeczekać deszcz? - zapytała jednego z mężczyzn jadących obok niej, ten jedynie uniósł barki w geście bezradności, w oddali dostrzegła spory budynek, który musiał być karczmą, a to mogło oznaczać, że zatrzymają się i spędzi noc w łóżku i weźmie kąpiel w gorącej wodzie, a nie w pierwszym lepszym strumyku. Byle tylko ta uszata pijawka się zgodziła.
- Czy zatrzymamy się gdzieś by przeczekać deszcz? - zapytała jednego z mężczyzn jadących obok niej, ten jedynie uniósł barki w geście bezradności, w oddali dostrzegła spory budynek, który musiał być karczmą, a to mogło oznaczać, że zatrzymają się i spędzi noc w łóżku i weźmie kąpiel w gorącej wodzie, a nie w pierwszym lepszym strumyku. Byle tylko ta uszata pijawka się zgodziła.
