Leśna polana jak dotąd wypełniona
spokojem, błogością i idyllicznymi dźwiękami przyrody zdawała
się płonąć od ognia wzajemnej zawiści bijącej od elfa i
ludzkiej niewiasty stojących nieopodal siebie. Może coś było na
rzeczy? Nari nagle przestała słyszeć szum drzew, śpiew ptaków ,
wszystko to zostało pochłonięte przez mieszający się w jej sercu
i umyśle ogień. Złote oczy wojownika tylko dodatkowo wzbudzały
iskry. Zaiste był on stworzeniem zaskakującym w swej pewności,
brawurze i chyba głupocie. Nie zdawał sobie sprawy, że gdyby tylko
pisnęła słowem ojcu o sytuacji jaka właśnie zaistniała, on
ściąłby go bez wahania. Nie wiedziała jednego, jakże głupia i
naiwna była w swych wizjach, nie była ani pierwszą córką
królestwa, ani ostatnią. Była teraz wysłannikiem królestwa,
chronioną przez tego żałosnego w jej oczach mężczyznę, który
nie zasługiwał na jej szacunek i uwagę. Dla niego w chwili obecnej
miała zarezerwowany tylko gniew i pogardę, może chwilami czuła
drobne ukłucie szacunku, ale było niewiele większe od główki
igły.
- Moi ludzie są dobrze wyszkoleni. Mój ojciec nie posłałby bandy pokrak ze swym dzieckiem. - warknęła zła na cały świat. Miała ochotę tupać jak małe dziecko, warczeć i krzyczeć na tego mężczyznę. Myślał, że można sobie od tak traktować księżniczki jak pierwsze lepsze dziewki? Niedoczekanie jego.
Stała wpatrując się w niego, nie opuszczała wzroku, nie musiała teraz być speszoną panną, wsadzoną w gorset etykiety i nakazów. Nie miała nawet zamiaru, czarnowłosemu udało się wybudzić jej uśpioną butną naturę, która tak łatwo nie miała zamiaru wrócić do uśpienia. Pierwszy raz od dawna miała ochotę krzyczeć, drapać i walić go po tej zadufanej w sobie twarzyczce, do chwili aż nie padnie u jej stóp i nie zacznie błagać by przestała. Irytowało ją, że odnosi się do niej jak do równiej, nie byli równi, zapewne nie. Żaden książę, król czy szlachcic nie śmiałby zachować się tak w obecności damy, chyba, że był wyjątkowo źle wychowany, albo wrogo nastawiony. On jednak był elfem i podejrzewała, że oni mają naturalne uwarunkowanie do takich zachowań względem innych ras. Zachowują się wyniośle niezależnie od stanu
- Nie umiem, nie urodziłam się, by dobywać miecza. - odpowiedziała szybko.
Kiedy zbliżył się do niej, miała ochotę się cofnąć, ale zaraz na jej ramieniu wylądowała jego dłoń. Uwadze dziewczyny nie umknęło, że jego palce zaciskają się na jej ciele, że powinna cofnąć się, wyrwać z tej pułapki. Mimo to nadal tonęła w jego złotych oczach. Stał zbyt blisko i zawstydzał ją tym i gdyby nie grymas wściekłości malujący się na jej twarzy zapewne speszyłaby się i powróciła do dawnego dystansu. Może gdyby nie złość inaczej zareagowałaby na piękne złote oczy, zapewne wiele dziewcząt nie tylko ludzkich byłoby nimi oczarowanych. Jednak nie miało to teraz znaczenia. Jego słowa, choć podane w pozornie uprzejmy sposób doprawione i przystrojone zostały złośliwością i ironią. Dłonie trzęsły się jej ze złości. Śmiał sugerować, ba on nawet nie sugerował, mówił wprost i bez ogródek, że jej życie może być zagrożone i to wszystko przez potwora skrytego w jaju. Miała tego dość, serdecznie dość całej tej bujdy, tej podróży. Chciała wrócić do domu, niech bierze sobie tą małą gadzinę, niech bawi się z nią i wykluwa sobie w wulkanie, a jej niech da spokój.
Czuła jakby ogień wściekłości powoli trawił jej wnętrze, jakby za chwilę miał z niej wypłynąć i spalić cały świat włącznie ze stojącym przed nią elfem, a może zwłaszcza jego.
- Moi ludzie są dobrze wyszkoleni. Mój ojciec nie posłałby bandy pokrak ze swym dzieckiem. - warknęła zła na cały świat. Miała ochotę tupać jak małe dziecko, warczeć i krzyczeć na tego mężczyznę. Myślał, że można sobie od tak traktować księżniczki jak pierwsze lepsze dziewki? Niedoczekanie jego.
Stała wpatrując się w niego, nie opuszczała wzroku, nie musiała teraz być speszoną panną, wsadzoną w gorset etykiety i nakazów. Nie miała nawet zamiaru, czarnowłosemu udało się wybudzić jej uśpioną butną naturę, która tak łatwo nie miała zamiaru wrócić do uśpienia. Pierwszy raz od dawna miała ochotę krzyczeć, drapać i walić go po tej zadufanej w sobie twarzyczce, do chwili aż nie padnie u jej stóp i nie zacznie błagać by przestała. Irytowało ją, że odnosi się do niej jak do równiej, nie byli równi, zapewne nie. Żaden książę, król czy szlachcic nie śmiałby zachować się tak w obecności damy, chyba, że był wyjątkowo źle wychowany, albo wrogo nastawiony. On jednak był elfem i podejrzewała, że oni mają naturalne uwarunkowanie do takich zachowań względem innych ras. Zachowują się wyniośle niezależnie od stanu
- Nie umiem, nie urodziłam się, by dobywać miecza. - odpowiedziała szybko.
Kiedy zbliżył się do niej, miała ochotę się cofnąć, ale zaraz na jej ramieniu wylądowała jego dłoń. Uwadze dziewczyny nie umknęło, że jego palce zaciskają się na jej ciele, że powinna cofnąć się, wyrwać z tej pułapki. Mimo to nadal tonęła w jego złotych oczach. Stał zbyt blisko i zawstydzał ją tym i gdyby nie grymas wściekłości malujący się na jej twarzy zapewne speszyłaby się i powróciła do dawnego dystansu. Może gdyby nie złość inaczej zareagowałaby na piękne złote oczy, zapewne wiele dziewcząt nie tylko ludzkich byłoby nimi oczarowanych. Jednak nie miało to teraz znaczenia. Jego słowa, choć podane w pozornie uprzejmy sposób doprawione i przystrojone zostały złośliwością i ironią. Dłonie trzęsły się jej ze złości. Śmiał sugerować, ba on nawet nie sugerował, mówił wprost i bez ogródek, że jej życie może być zagrożone i to wszystko przez potwora skrytego w jaju. Miała tego dość, serdecznie dość całej tej bujdy, tej podróży. Chciała wrócić do domu, niech bierze sobie tą małą gadzinę, niech bawi się z nią i wykluwa sobie w wulkanie, a jej niech da spokój.
Czuła jakby ogień wściekłości powoli trawił jej wnętrze, jakby za chwilę miał z niej wypłynąć i spalić cały świat włącznie ze stojącym przed nią elfem, a może zwłaszcza jego.
Uderz,
ukarz, uderz go.
-
Nie życzę sobie twej obecności obok. Nie życzę sobie byś
zapominał z kim masz do czynienia. - zaczęła mówić podniesionym
głosem, który wypełniała złość. Jego spojrzenie, wydało się
jej kpiące i pogardliwe. W jej głowie na nowo zatańczyły wszelkie
obrazy tego ile to razy patrzył na nią w taki, lub bardzo podobny
sposób. W uchach znów słyszała jego słowa, to jak zniżył ją
do roli służki, dziewczęcia zapewniającego cielesne uciechy.
Opuściła dłonie i spojrzała przed siebie, choć widok zasłaniała
jej jego pierś. Dłonie zaciskały się i rozluźniały.
Nienawidzisz.
Głos kolejny raz zapanował nad jej umysłem i niewiele myśląc uniosła dłoń i z całej siły jaką posiadała wymierzyła cios, dźwięk plaśnięcia wypełnił polanę, a ona wpatrywała się w elfa, którego właśnie spoliczkowała. Ukarała go, ale nadal było jej mało.
- Ty podły gadzie. Myślisz, że kim ty jesteś! - rzuciła ostro i szarpnęła za długie czarne włosy mężczyzny zupełnie jakby była dzieckiem, które chce wyładować na kimś swoją furię i złość. Nie panowała jednak już nad sobą, ten głos jakby przejął nad nią kontrolę, a może to była ona? Jednak ta prawdziwa ona, bez sztywnej etykiety, bez zasad pałacowych. Tutaj w odosobnieniu nie musiała zachowywać się jak inni chcieli, a ten podły elf kompletnie wyprowadził ją z równowagi.
