Dragon's Legend

Jajo zadrżało przed człowiekiem i przemówiło. W czasach, w których Smoczy Jeźdźcy to tylko mit.
niedziela, 29 kwietnia 2018
25


          Pogoda przestawała dopisywać coraz bardziej, lekka mżawka, która wystąpiła na początku całego burzowego spektaklu teraz przeobraziła się w lekki deszczyk będący obietnicą rzęsistej ulewy. Konie poruszały się nieco ostrożniej na obłoconym szlaku zaś Nari siedząca na grzbiecie jednego z nich kuliła się pod kapturem starając się nie myśleć o jadącym za nią elfie. Dziewczyna niepewnie rozejrzała się i ujrzała nieopodal dwie kobiety z całej elfiej kompanii. Długo analizowała ich twarze na których wykwitły piękne makijaże, nietypowe jak na jej gust, ale dodające im niesłychanego uroku i bojowej aury. Wyglądały jak zwodniki wodne, istoty zrodzone z dusz tych którzy zaznali niespełnionych miłostek i dla nich poświęcili swe żywoty. Piękne, kuszące lecz jednocześnie śmiertelnie niebezpieczne, obiecujące miłość w swych zdradliwych ramionach. W ich przypadku zagrożeniem jednak nie było zatracenie i woda, lecz miecze i kołczany które posiadały. Obie niewiasty były tak piękne, że księżniczka poczuła się przy nich jak małe niezgrabne pisklę, niegodne niczyjej uwagi i chyba to ją rozzłościło. Przy najstarszych siostrach czuła się tak samo, dziedziczki urody ich matki elfki były pannami o które starało się wielu mężczyzn, kiedy najstarsza przybywała do ojca ona często obserwowała ją i karmiła się zawiścią. Podjudzała ogień zazdrości o urodę siostry rzucając niewybrednymi komentarzami, choć tamta nigdy nie okazała jej choćby cienia wzgardy. Podobnie było z tymi elfkami, choć nie, one raczej nie okazywały jej szacunku jak jej półkrwi siostra. Od czasu do czasu rzucały w jej stronę dziwne spojrzenia, zerkały za jej plecy na dowódcę – jak domyślała się księżniczka, a później patrzyły na siebie. Drażniło ją to, ale jej obserwacje przerwał deszcz zmuszający ją do osłonienia się kapturem.
          Gospoda z daleka wyglądała dużo lepiej, przynajmniej w ocenie księżniczki, która spodziewała się nieco lepszej jakości miejsca. Spod kaptura obserwowała dokładnie zachowanie czarnowłosego, który najpierw podsłuchiwał pod drzwiami, a następnie zniknął w środku. Saenari starała się zachować spokój, ale jej zdenerwowanie chyba przechodziło na konia, którego dosiadała. Zwierze nerwowo poruszało kopytami, nawet wtedy gdy jej dłoń odziana w rękawicę gładziła je po szyi i starała się uspokoić tą bestię na grzbiecie której była ulokowana. Może nie będzie im dane jednak wypocząć? Może kiedy karczmarz dostrzeże elfie uszy wyrzuci ich gdzie pieprz rośnie, nawet jeśli ludzie i elfy połączyli siły nie broniło to przed zwykłą rasową zawiścią. Minęło zaledwie kilka minut i dowódca opuścił karczmę dając im znać, że mogą się rozgościć. Elfy jak jeden mąż zeskoczyły z siodeł, a za nimi zaraz robili to ludzie. Każdy był chyba spragniony odpoczynku i porządnego jadła. Nawet ona czwarta księżniczka królestwa Nar nie miała zamiaru narzekać na tą zbitą z dech budowlę imitującą dobrze trzymający się dom. Była głodna, marzyła o gorącej kąpieli i łóżku. Nigdy nie doceniała piernatów na których spała, było to dla niej ta naturalne jak to, że słońce świeci za dnia, a trzy księżyce wschodzą na nocnym niebie. Dopiero długa podróż w niedogodnościach, obrzęki na dłoniach od ciągłego trzymania skórzanych wodzy i ból nóg, mięśni i ogólnie całego ciała nieprzyzwyczajonego do wysiłku uświadomił jej jakie miała szczęście.
          Widząc jak elf podchodzi do niej najeżyła się, ale jego słowa uświadomiły jej, że nie tylko ona jest zmęczona. Ludzie jej ojca również potrzebowali odpoczynku, z początku uznała, że Drayce powinien uważać co mówi, bo przecież oni są tu po to, by ochraniać ją. Jedno spojrzenie nawet takiej osoby jak ona by zauważyć, że mężczyźni są zmęczeni i podminowani i pragną odpoczynku. Ogromne zawstydzenie zalało jej umysł, ciągle myślała tylko o sobie, ciągle liczyła się jej tragedia, a przecież ci ludzie również nie mieli lekko. Jej ojciec zawsze mówił, że o swych ludzi trzeba dbać, że należy martwić się ich losem bo bez nich nie byłoby niczego. Elf wypowiedział tylko jedno zdanie, które otrzeźwiło ją jak zimny policzek, którym ona ugodziła go wtedy na leśnej polanie. Nie dała jednak poznać po sobie, że zrozumiała swój błąd. Przytaknęła jedynie i zsunęła się z grzbietu konia.
          Do karczmy wkroczyła jako jedna z ostatnich. Czterech mężczyzn wzięło skrzynię z jajem smoka, a kilku siedzących przy jednym ze stolików mężczyzn rzuciło im ukradkowe spojrzenia. Niebezpiecznym było taszczyć ze sobą skrzynię, ale jeszcze większą głupotą byłoby zostawić ją na zewnątrz. Dziewczyna usiadła przy jednym ze stolików, które wymagały chyba czyszczenia. Nie zdejmowała kaptura przez dłuższą chwilę. Dopiero kiedy podeszła do nich młoda dziewczyna, zapewne córka właściciela i postawiła przed nimi niewielkie kufle pełne piwa zsunęła z głowy materiał. Razem z nim prowizoryczna korona z warkocza rozplotła się i długi ciemny warkocz zawisł jej przez ramię.
    - Czego sobie państwo życzą. - zagadnęła speszona dziewczynka. Mogła mieć niewiele więcej niż szesnaście lat. Nie była obdarzona urodą, którą podziwiano by na zamku, ale miała w sobie pewien urok, którego nie można było jej odmówić. Była niska i ładnie zaokrąglona, twarz miała rumianą i pokrytą piegami, a włosy o barwie słomy plecione miała w dobierany warkocz. Widać było, że jest bardzo speszona obecnością kampanii, ale musiała wykonywać swoje obowiązki. Nari zauważyła jak jasnowłosa przygląda się elfom i co młodszym mężczyznom z ludzkiej części kampanii, a kiedy któryś z nich spojrzał na nią zaraz speszona odwracała wzrok gdzieś w bok.
    - Wina, piwa i dużo jadła dziecko. - rzekł rozbawiony jeden ze starszych przybocznych księżniczki. -Byle dużo i by było gorące. - dorzucił jeszcze i rzucił na stół kilka złotych monet. Chwilę później postawiono przed nią pieczone mięsiwa, garniec z gulaszem, jakieś misy z warzywami, serami i świeże bochenki chleba bukłaki w winami i kufle z piwami. Na sam widok ślina napłynęła jej do ust. Niewiele myśląc chwyciła jeden z wypieków i oderwała kawałek wgryzając się w niego niczym dzikie zwierzątko. Kilku ludzi z jej kampanii zaśmiało się gromko na ten widok, ale kiedy tylko uniosła wzrok od razu umilkli. Było jej wstyd w tej chwili, że cierpią przez nią w tej podróży więc tylko odpowiedziała im drobnym uśmiechem, co natychmiast rozluźniło atmosferę i brzdęki kielichów i kufli wypełnił salę. Nari zauważyła, że karczmarz zmienił do nich podejście w chwili w której złoto znalazło się na stole. Poganiał on córkę co chwila by ta podchodziła do ich stołów i dopytywała czy czegoś im nie brak, dolewała im wina i piwa oraz rzucała nieśmiałe uśmiechy zapewne zganiona przez ojca, że ma być miła dla osób, które gwarantują im zarobek.
          Księżniczka zerknęła nieśmiało na siedzącego obok niej elfa. Nie wydawał się zadowolony z faktu, że będzie się nią zajmował. Nie ukrywając ona również nie była z tego faktu zachwycona, ale co mogła zrobić. Udowodnił jej, że wygra jeśli tylko się uprze, ona mogła przyjąć jego opiekę jedynie z kwaśną miną. Jednak nie powinna się przejmować tym w tej chwili, postawiono przed nią talerz na którym miała nałożoną sporą porcję mięsa. Odruchowo zaczęła rozglądać się za sztućcami , ale były tu tylko drewniane łyżki do gulaszu. Speszona rozejrzała się po swych ludziach, którzy zaczęli mięsiwo rozdzielać dłońmi. Niepewnie sama zaczęła odrywać drobne kawałki i przeżuwać. Po tygodniu żywienia się prowizorycznie pieczonymi królikami, przepiórkami czy prowiantem który zabrali mięso przygotowane przez żonę karczmarza smakowało wręcz wybornie. Dużo lepiej niż to, które podawano jej w pałacu, choć normalnie uważałaby to za potrawę dla plebsu teraz rozsmakowała się wręcz w tym co jej zaserwowano. Nawet wino było dużo smaczniejsze i sprawiało, że powoli rozluźniała się i czuła odrobinę lepiej na ciele i duszy.

------------------------------------------------------------------------------------