Dragon's Legend

Jajo zadrżało przed człowiekiem i przemówiło. W czasach, w których Smoczy Jeźdźcy to tylko mit.
poniedziałek, 7 maja 2018
27

          Obecność elfa obok w tej chwili nie była, aż tak paląca i krępująca. Zapewne przez to spowodowane przejedzeniem uczucie ospałości. Zamiast tego od czasu do czasu zerkała na niego, co nie umknęło uwadze, tego bystrego złotego spojrzenia. Kiedy przyłapał ją chyba po raz kolejny na zerkaniu na niego usłyszała jego głos. Po tym co zdarzyło się w lesie była spięta, podskoczyła na miejscu zawstydzona słysząc, że zwraca się do niej. Pomimo tego, że wcale nie podniósł głosu ona miała wrażenie, jakby właśnie jej bębenki rozsadził ten niski ton, który wydobył się z jego gardła. Nerwowo pokręciła głową jako znak zaprzeczenia, temu o co pytał. Speszona jak podlotek przeniosła na chwilę wzrok na stół, zahaczając nim o jednego z gwardzistów, który nożem właśnie kroił kawałek jabłka i wsadzał je sobie do ust. Jego oczy nie spuszczały uwagi z dowódcy tej dziwacznej kampanii, tak jakby miał jakieś podejrzenia w stosunku do elfa. Było to jednak uzasadnione, każdy patrzył na siebie spod byka, było to obopólne uczucie. Elfy obserwowały ludzi, ludzie elfy, nikt nie ufał nikomu, choć ponad dwudziestoletnie przymierze uświetnione narodzinami mieszańców królewskiej krwi gwarantowało pokój, to chyba nikt nie wierzył w ten mechaniczny i niezbyt szczery akt. Kiedy spojrzała ponownie na Drayce'a ten właśnie wycierał usta rękawem koszuli. Padło kolejne pytanie.
    - Odpowiada. Wszystko jest lepsze niż spanie na twardym materacu.[/color] – odpowiedziała szybko, a jej wzrok pognał w kąt sali za jego spojrzeniem, gdzie siedziała podejrzana grupka ludzi.           Dziwne poczucie bycia obserwowaną pojawiło się nagle i odruchowo przeniosła twarz w stronę z której ono pochodziło. Złoto okalające czarne źrenice wwiercały się w nią sprawiając, że dziewczyna poczuła się osaczona. Zupełnie jakby ponownie stała w lesie przyparta do drzewa. Z każdą chwilą czuła się jeszcze mniejsza i coraz bardziej słaba w porównanu z tym mężczyzną. Sama topiąc się w miodowych oczach nie mogła zauważyć tego jak gwardziści przyglądają się elfowi i jakby stali się z lekka poddenerwowani. Dopiero wypowiedź ciemnowłosego ich uspokoiła, tak samo jak i ją. Wiedziała już, że została pokonana wtedy w lesie, że nie może mu od tak po prostu postawić się i ośmieszyć go publicznie. Była uczona, że nie może znieważać publicznie mężczyzn, niezależnie od rasy. Zasady tej było bezpiecznie się trzymać, zwłaszcza tutaj na obczyźnie.
    - Dobrze panie. - odparła równie cicho. Sięgnęła ponownie po kubek z winem i zauważyła jak jeden z mężczyzn z kąta sali kieruje się w stronę wyjścia. Obrzucił ich stolik szybkim spojrzeniem, lustrując każdego siedzącego przy stoliku, później również zwiesił wzrok na skrzyni. Saenari nie przejęła się tym, gdyż mężczyzna wrócił po kilku minutach na salę. Obecnie każdy z kampanii był chyba nieco rozbestwiony, była to jednak złuda przysłaniająca oczy innym, w tym i dziewczynie niedoświadczonej w boju. Jeden z rycerzy wyjął lutnię i zaczął na niej brzdękać. Ogień rozpalony w kominku przez właściciela przybytku rozjaśnił nieco mroczną i smutną salę, ogień na zewnątrz zaczął zacinać mocniej, uderzenia drobnych kropel o brudne szyby stanowił pewnego rodzaju akompaniament dla grajka wojskowego. Dla uszu księżniczki był to jednak dźwięk niezbyt przyjemny, jako panna uczona od dziecka gry, by móc zabawiać gości śpiewem i koncertami w sali bankietowej miała wyćwiczone, sprawne ucho i potrafiła wydobyć każdą niezgodność brzmień.
     - Mógłbyś panie – zwróciła się do jednego z ludzi ojca. Ten zaskoczony przerwał grę i podał jej lutnię. Pogrzebała trochę przy strunach i po chwili wypróbowała instrument, który wedle jej standardów brzmiał teraz dużo lepiej. Muzyka powróciła na salę, a wraz z nią kilku mężczyzn zaczęło śpiewać piosenkę. Z początku księżniczka była negatywnie nastawiona do tych plebejskich zabaw, ale melodia ta bardzo wpadła jej w ucho.
          Z kąta sali całe o zamieszenie nadal obserwowało kilku mężczyzn, a Nari spoglądając na jednego z nich przyuważyła, że ten przygląda się jej i posyła w jej stronę obrzydliwe uśmiechy. Wstrząsnęła się z obrzydzenia na widok tej paskudnej, zapitej zapewne od kilku dni mordy. Młoda kelnerka znów podeszła do nich i zebrała naczynia pozostawione po uczcie. Kiedy dziewczyna odeszła szarooka zwróciła się do dowódcy.
    - Czy mogłabym udać się już na spoczynek? Chciałabym też wziąć kąpiel, pływania w strumieniu nie nazwę porządną kąpielą chyba nigdy – zwróciła się do dowódcy i wtedy przyuważyła jak do sali wchodzi kolejna grupka mężczyzn i wita się z tymi siedzącymi w kącie. Rozmawiali o czymś, ale siedziała zbyt daleko by usłyszeć. W końcu jeden z nich podszedł do siedzącej nieopodal elfki z ich kampanii i zaczął coś do niej mówić. Kobieta wstała i zmierzyła go pogardliwym wzrokiem. Osiłek jednak nie robił sobie nic z tego faktu i począł swoje końskie zaloty przesuwać w dość niebezpieczne rejony jej ciała. Szare oczy robiły się oraz większe, a apogeum osiągnęły, gdy niewiasta o niepozornej budowie ciała sprowadziła do parteru narzucającego się najemnika. Kilku jego kolegów rzuciło się do ataku, ale kolejna elfka wkroczyła do zabawy i nagle w całej karczmie wybuchło zamieszanie. Nari zrozumiała, że od chwili ich przybycia atmosfera wkoło gęstniała zawzięcie, nie rozumiała jednak, że to nie elfki były celem najemników, a tajemnicza skrzynia. Ta walka, która trwała miała być tylko zasłoną dymną, mającą osłabić ich siły i morale.

------------------------------------------------------------------------------------