Dragon's Legend

Jajo zadrżało przed człowiekiem i przemówiło. W czasach, w których Smoczy Jeźdźcy to tylko mit.
poniedziałek, 11 czerwca 2018
29.



         Wrzawa, zamieszanie i harmider. Tak mogła określić to co działo się w karczmie, nie wiedziała co się dzieje, jak ma się zachować i co robić. Walka rozpętała się w najlepsze tworząc mieszaninę ciał zlepionych w dzikim tańcu życia i śmierci, kilka osób leżało na ziemi i wiło się w konwulsjach, a ona stała przyglądając się wszystkiemu. Jak zareagować? Co powinna zrobić? Została sama, elf gdzieś odbiegł, a ona poczuła szarpnięcie. Jeden z jej ludzi chwycił ją za szatę i rzucił na ziemię. Krzyczał coś o tym, by schowała się pod stołem, co też uczyniła. Niczym wystraszone dziecko, które oczekuje na powrót pijanego, tyranizującego rodzinę ojca skuliła się. Bała się, trzęsła ze strachu. Gdzieś pomiędzy walczącymi dostrzegła ciemne włosy dowódcy, który zmierzał do innego pomieszczenia. Panika umiejscowiona gdzieś w umyśle niedoświadczonej przez los dziewczyny mówiła jasno, że powinna iść za nim, że przecież kazał trzymać się blisko w razie czego miał ją chronić. Nieśmiało próbowała wydostać się spod blatu, jednak nagle przed nią ktoś upadł. Był to jeden z oprychów, krzyknęła widząc jego twarz, bo nie zdawała sobie sprawy, że leżący na plecach człowiek z oczami skierowanymi w jej stronę nie chce jej zaatakować. Nie może tego zrobić, bo jego dusza opuściła ciało i powędrowała do Matki. Nari zdała sobie z tego sprawę dopiero, gdy metaliczny zapach wypełnił jej nozdrza, gdy szkarłatny lepki płyn rozlał się powoli na brudnej podłodze i zbliżył się do jej dłoni, roztrzęsionych, białych od dociskania do kamiennej posadzki. Poczuła ciepło i lepkość otaczające jej palce, ogrzewające przemarznięte kończyny. 
         Krzyk zamarł w jej ustach, nie mogła wydobyć z siebie głosu obserwując jak iskierki życia ulatują z mętnych, podpitych, szarych oczu. Pisk wypełnił jej uszy, ale nikt nie przyszedł, nikt nie podał jej dłoni i nie objął, nie pocieszył. Była sama i musiała sobie radzić, czemu została sama? Czy tak było zawsze? Czy będzie zdana tylko na siebie? Nikt nie będzie jej ratował, nie będą liczyć się wpajane jej zasady, że kobieta dobrze urodzona zawsze znajdzie pomoc. Nieśmiało ruszyła na czworakach w stronę ciała, jednak była tak roztrzęsiona, że pośliznęła się na plamie krwi i wyrżnęła policzkiem w juchę. Jej skóra i włosy nasiąknęły rubinową barwą i charakterystycznym zapachem, dostrzegła wtedy nóż w dłoni tego człowieka. Niewiele myśląc zebrała się z podłoża i chwyciła nóż swoimi roztrzęsionymi palcami.
         Lawirowała między walczącymi niczym mały złodziejaszek z tłumie. W drżącej dłoni trzymała zakrwawiony nóż i czmychnęła do pokoi, w stronę, gdzie ostatni raz widziała dowódcę. Chwilę szła w milczeniu, w mroku korytarza dostrzegła otwarte drzwi, a raczej wyłamane z zawiasów, nieśmiało ruszyła w tamtą stronę.
Szczęk mieczy i zduszone jęki były czymś co usłyszała jako pierwsze, wiedziała, że nie powinna tam iść, że mogła ukryć się w pierwszej lepszej izbie i nie brać udziału w tej walce. Nie powinno jej tu być, nie powinna w ogóle przejmować się tym jajem, a tymczasem coś ciągnęło ją właśnie w tamtą stronę, nie była już pewna czy to strach, czy jakieś dziwne poczucie obowiązku, a może chęć znalezienia ochrony. Jednak nim zdążyła zrozumieć swoje uczucia i domyślić się co tu robi dostrzegła dwa elfy wijące się w swoistym, pięknym i śmiertelnym tańcu. Wybijające bandytów.
Nagle poczuła nóż na gardle, ktoś ścisnął ją i przyciągnął do swojego wielkiego cielska. Czuła, że jej nogi odrywają się od podłoża i szybują w górę. Jęknęła i starała się wyrwać, ale nic z tego.
       Może trochę się zabawimy, kiedy oni walczą?  usłyszała przy uchu obrzydliwy ton, smród spoconego cielska. Panika. Strach. On nie może. Mężczyzna wyciągnął ją z pomieszczenia na korytarz. Wiedziała, że musi zareagować, że jeśli nic nie zrobi, nikt jej nie uratuje. Każdy zajęty był walką, każdy ratował swoje życie. Chciała płakać, krzyczeć, ale nie mogła sparaliżowana strachem. Wtedy pojawiło się coś, wizja dwóch ognistych oczu w jej umyśle. Strach zmienił się w coś innego – zastrzyk adrenaliny. Nagle przestała płakać, zamachnęła się niezgrabnie i zraniła napastnika w ramię, dość powierzchownie, ale tu wystarczyło, by ten wypuścił ją z głośnym sykiem. Upadła na podłogę, jej ciało z łoskotem zderzyło się z drewnianą posadzką. Przez chwilę nie mogła nabrać oddechu, mężczyzna warknął.
     —   Chcesz tak! To będzie na ostro  —   pociągnął ją za nogę odciągając ją od noża, który upadł gdzieś nieco dalej. Zawyła czując jak drzazgi wbijają się jej w palce, kiedy to próbowała odciągnął się na słabowitych witkach od atakującego, ten odwrócił ją na plecy, zupełnie jak szmacianą lalkę. Nie wiedziała kiedy, zaczęła płakać, łzy spływały jej z policzków oczyszczając je z czerwonej skazy. Odruchowo kopnęła człowieka w nos, krwista mazia zalała rozbójnika i cofnął się, dzięki temu zdołała chwycić nóż, ale napastnik znów chwycił ją za nogi i zaczął szarpać.
- Jak z tobą skończę to cię zabiję! - Krzyknął i jedną ręka chwycił nóż zza pazuchy i zamachnął się. Pośliznął się niestety na mokrej plamie pochodzącej ze śmiertelnego pokazu elfów. Upadł prosto na nią, ostrze, które trzymał w dłoni musnęło jej ramię rozdzierając materiał i skórę. Ból, poczuła tępy ból, który wydobył ją z tego dziwnego amoku, jej krzyk wypełnił korytarz.
         Nie zrozumiała, że mężczyzna ten przez dłuższą chwilę się nie rusza, była zbyt zajęta swoim bólem i cierpieniem, by dostrzec, że nóż trzymany w je dłoni wbił się w napastnika, którego głowa leżała na jej piersi. Szkarłat przesiąkał przez tkaninę zabarwiając jej płaszcz, niszcząc w niej coś, może tą dziecięcą naiwność, może współczucie, a może ją samą. Może jednak zbudował w niej coś nowego, niezrozumiały rodzaj siły, nawiązał kolejną nić między nią i bestią ukrytą bezpiecznie w jaju. Faktem jednak było to, że księżniczka zabiła. Nieświadomie, zupełnie przypadkiem odebrała komuś życie.
         Leżała w kałuży krwi, przygnieciona martwym cielskiem powoli zdając sobie sprawę, że boli ją ręka, że drobne dłonie są poharatane od przeciągania nimi po starych deskach. Rozumiała, że miała więcej szczęścia niż rozumu, że powinna siedzieć pod tym cholernym stołem, nie wychodzić spod niego. Oddychała ciężko, nie tylko przez obciążenie, ale i strach oraz panikę, która ogarniała jej ciało. Odgłosy walki ustały i nagle usłyszała kroki, ktoś biegł w jej stronę, kto ściągnął z niej martwe cielsko, mówił coś, lecz wszystko słyszała jakby było niewyraźnym echem, nie zwracała też uwagi na to, kto przed nią stoi, łzy płynące jej z oczu skutecznie to utrudniały. Była niczym wystraszone dziecko.
Nagle jednak jej oczy błysnęły iskierkami. Dziwnym przebłyskiem logicznego myślenia, lecz było to dziwne, bo nie spodziewała się wrazić troski o coś takiego jak ten przedmiot spoczywający w skrzyni.
     —  Jajo    szepnęła, wyrywając się z uścisku strażnika, który do tej pory mówił do niej. Wolnym krokiem ruszyła w stronę jej przeznaczenia, pustym wzrokiem wpatrywała się w skrzynię. Mijała poległe ciała, końcówki jej szat zabarwiały się jeszcze bardziej na czerwono zbierając to, co zalegało na podłodze. Niespodziewanie księżniczka upadła na kolana przed skrzynią. Położyła na drewnianym kufrze dłoń barwiąc go juchą. Nie wiedziała czy należy do niej, czy do tego, którego zabiła. W tej chwili jednak to się nie liczyło, nic nie miało znaczenia. Stalowe oczy pomknęły ponad skrzynią na dowódcę i wwierciły się w niego, jakby chciała dostać się do jego myśli, lecz tak nie było. Zrozumiała za to, że najważniejszą częścią kampanii nie będzie ona – księżniczka państwa przymierza, lecz gad skryty w skrzyni.

------------------------------------------------------------------------------------