Dragon's Legend

Jajo zadrżało przed człowiekiem i przemówiło. W czasach, w których Smoczy Jeźdźcy to tylko mit.
wtorek, 7 sierpnia 2018
36.



Jej odpowiedź, to dziwne słowo, którym ludzie tak uwielbiali się przepychać przy każdej okazji uznając to za grzeczne, a czasem wręcz wymagane, przyjąłem obojętnością – jeśli takową można nazwać po prostu brak reakcji. Byłem już w połowie odwrotu na pięcie, gdy dotarło ono do moich uszu, a sekundę później dookoła zawrzał zgiełk, rozległy się szczęki dziesiątek zbroi. Ludzie i elfy zareagowały na komendę i zaczęli się zbierać do wymarszu. A ten i tak był już opóźniony.
‘nie znać ludzi, drayce‘
Czasem zapominałem, że Etariel jest obok mnie. Pozwalałem mu na swobodny kontakt, a więc miał łączność z większością moich myśli przez cały czas – poza tymi, które trzymałem w zamknięciu przed wszystkimi, do których dostępu nie miał nikt na tym świecie. Ta umiejętność kosztowała mnie wiele wysiłku i łez, ale bez niej nie mógłbym stać na miejscu, w którym się znalazłem.
Włożyłem lewą stopę w strzemiono i miękko odbiłem się od ziemi, w locie przekładając drugą nogę nad siodłem i nachylając się nieco nad szyją wierzchowca aby sobie to ułatwić. Był znacznie wyższy niż jakikolwiek koń, więc dosiadanie go wiązało się nie tylko z patrzeniem na innych dumnie z góry, ale też problemami z samym wspięciem się na jego grzbiet.
— Może znasz ich lepiej ode mnie? — zapytałem półgębkiem, mrużąc oczy i prostując się w kulbace.
‘pewnie‘
Parsknięcie z chrap i lekkie rzucenie głową towarzyszyły tej prostej, aczkolwiek ostrej uwadze wbijającej mi się w mózg.
‘czytać ich myśli, ty tor’ch‘
Gdybym był młodszy, pewnie bym się żachnął, obrażony za tą zniewagę w dawno wymarłym języku, którego pochodzenia sam nie byłem pewien. Nie zrobiłem tego. Etariel po raz kolejny rozładował napięcie czające się gdzieś w moim ciele, spinające mięśnie na tyle lekko, żeby tego nie zauważyć lecz wystarczająco mocno, aby je męczyć. Skinąłem głową zwiadowcy, a ten popędził konia i ruszyliśmy przed siebie, najpierw dość ostrym kłusem po pustym o tej porze trakcie. Musieliśmy wykorzystać dobrą nawierzchnię na oddalenie się od miejsca awantury, jako że deszczowi nie zbierało się na koniec. Lało równo, rzęsiście, nie tracąc na sile ani na niej nie przybierając. Dopiero kiedy skręciliśmy w gęstwinę lasu zwolniliśmy tempa, kłus przeszedł w mozolny stęp, a jednym z nowych odgłosów równomiernie rozlegającym się dookoła było cmokanie końskich podków w błocie.
Nie wiem kiedy zrównała się ze mną księżniczka, ale oderwała mnie od swoich myśli i nieprzyjemnie przypominała, że wciąż tutaj jest. A jednak tak wiele zmieniło się w ciągu zaledwie kilkunastu, może kilkudziesięciu minut w karczmie. Musiała wciąż być w szoku. Wcześniej niewychowana smarkula stała się teraz zdystansowaną, cichą i niepewną dziewczyną. Po prostu dziewczyną, żadną tam księżniczką czy damą.
Jej słowa niestety odbiły się zdziwieniem na mojej twarzy. Ktoś jeszcze pomyśli, że robię się na to wszystko za stary. Sam gotów byłem tak pomyśleć.
— Dobrze — odpowiedziałem spokojnie, przenosząc spojrzenie jeszcze chwilę temu skierowane na twarz, teraz na dłonie i palce zaciskające się na wodzach. Widziałem kobiety o delikatniejszych dłoniach, które władały mieczem lepiej, niż niejedne spracowane, przyzwyczajone do ciężkiej broni dłonie mężczyzny. Oczywiście nie dało się po palcach księżniczki określić, czy będzie dobrą wojowniczką. A szkoda. — Zawsze jednak możesz zdać się na mnie — zniżyłem głos tak, żeby słowa mogły zawirować między nami i rozproszyć się, nie docierając do uszu innych członków kompanii. — Przynajmniej do chwili, w której nauczysz się sama bronić.
Odwróciłem wzrok, nie widząc celu w zabawianiu się słowami i nie zamierzając wciągać się w gierki słowne. Oboje przypuszczalnie byliśmy wykończeni. I nie tylko my. Etariel narzekał częściej niż zwykle, w taką pogodę odzywała się jego dusza wiecznego malkontenta i zgryźliwca. Dawał o sobie znać częstszymi, krótkimi jak zwykle uwagami.
Powiodłem spojrzeniem po okolicy, nagle czując ukłucie beznadziei. W lesie nie dało się spać, na otwartym terenie było to zbyt niebezpieczne, a jak okiem sięgnąć – czyli niedaleko zważywszy na ograniczone pole widzenia – nie było niczego, co zapewniałoby choćby minimalny komfort.
— Ostrzegam, że to nie będzie nic przyjemnego — podjąłem nagle, nie patrząc już w stronę dziewczyny. Nieruchomy wzrok wbiłem w jakiś punkt przed sobą. — I jeśli uważasz, że doświadczyłaś już ode mnie wiele nieprzyjemności, czuję się w obowiązku poinformować, że jesteś w błędzie. To kwestia elfiej tradycji treningu, który sam przeszedłem. Nikt po nim nie zostaje taki sam i obawiam się, że nie będę umiał uczyć inaczej...
Urwałem, ugryzłem się w język.
A potem uśmiechnąłem się pod nosem i pokręciłem lekko głową.
— W deszczu odzywają się stare urazy po walce i melancholia. Wybacz.
Po czym pogoniłem marudzącego Etariela piętami. Kiedy jeleń wreszcie zmusił się do szybszego kroku, wyprzedziłem księżniczkę i wysunąłem się na przód wyprawy, mając nadzieję że w ten sposób jasno dałem znać, że ta rozmowa się zakończyła.

Zwiadowca znalazł miejsce na nocleg – choć ciężko o nim mówić, kiedy dochodziła godzina czwarta nad ranem – kilkadziesiąt minut później. Okazała się nim opuszczona stodoła w oddaleniu od zabitej dziurami wioski, którą przetrzebiło wojsko lub epidemia. Kilku ludzi sprawdzało każdy kąt, a ja nie chciałem po sobie pokazać, że ledwie siedzę w siodle. Z marsową miną i zaciśniętymi wargami czekałem, aż zdadzą raport i wtedy obok mnie pojawił się Yoel, jak zwykle w milczeniu, niemożliwy do wykrycia przez niewprawne ucho.
— Królowa się ze mną kontaktowała — zaczął melodyjnie, jakby wcale nie był środek nieprzespanej nocy w siodle po krwawej walce. — Mam coś dla ciebie. Z księżniczką wszystko na dobrej drodze? — te dwa zdania powiedział naraz tak, jakby ich waga w ogóle się nie różniła.
A mnie ciężki kamień osiadł na dnie żołądka.
— Jak najlepszej — odparłem chłodno, automatycznie kierując spojrzenie na Saenari siedzącą w siodle nieco dalej.
Kłamstwa nigdy nie przychodziły mi z trudem.


------------------------------------------------------------------------------------